piątek, 6 września 2013

Rozidał 10

Po mile spędzonym popołudniu Lou postanowił mnie odwieźć do domu. Droga nam zleciała szybko, nawet tego nie zauważyliśmy, bo rozmawialiśmy dosłownie o wszystkim. Czułam, że znam Louis'a od dawna, a nie tylko od prawie dwóch tygodni. Nagle pojazd Louis'a się zatrzymał, ponieważ byliśmy już pod moim domem. Odwróciłam się w stronę chłopaka i pocałowałam go na do widzenia w policzek.
- Cześć, miło było spędzić z tobą dzień - odparłam, lekko się rumieniąc. Otworzyłam drzwi żeby wyjść z jego samochodu, ale gdy już miałam wyskakiwać, chwycił mnie za nadgarstek i szybko do siebie przysunął. Leżałam na jego kolanach, a on tylko na mnie patrzył i się uśmiechał. Zastanawiałam się jaką wtedy miałam minę. Louis złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Zrobiło mi się gorąco. Kiedy oderwał usta było mi smutno, pragnęłam więcej.
- Mi też było miło spędzić z tobą dzień, maleńka - mrugnął do mnie. Wstałam i wyszłam z samochodu. Kiedy zamykałam drzwi, starałam się słodko do niego uśmiechnąć. Odwróciłam się i zrobiłam kilka kroków, a samochód Louis'a już odjechał. Weszłam do domu i zastałam tam moją ciocię, która siedziała w salonie na kanapie i czytała jakieś czasopismo. Podeszłam bliżej. I niepewnie się odezwałam.
- Cześć ciociu...
- O hej skarbie. Jak tam w szkole? - Odpowiedziała uśmiechając się do mnie serdecznie. To ona nic nie wie, że nie było mnie na połowie lekcji? No nic. Dobrze, że nie wie.
- A no tak jak zwykle dobrze, mamy robić niedługo projekt na fizykę. Takie zaliczenie, więc muszę się pouczyć ostro - zaśmiałam się.
- Jeśli będziesz potrzebowała to daj znać, dobra byłam z fizyki - uśmiechnęła się.
- Oczywiście ciociu, ale poradzę sobie sama.
- Ohh jak chcesz. - odpowiedziała łagodnie i wróciła do czytania czasopisma, a ja zmierzałam w stronę schodów na górę. - Cloe, wieczór spędzisz sama, mam nocną zmianę - dodała. Nie było to dla mnie żadne zaskoczenie, gdyż moja ciocia pracuje jako pielęgniarka w szpitalu.
- Nie ma sprawy ciociu. Ja dziś nie zamierzam nigdzie wychodzić - krzyknęłam kiedy wchodziłam po schodach.
- Mam nadzieję, że tego chłoptasia nie zaprosisz - od razu się zarumieniłam, ale nie odpowiedziałam jej na to tylko poszłam do pokoju i zamknęłam za sobą drzwi po czym położyłam się na łóżku. Przed sobą miałam wspomnienia z dzisiejszego dnia. Czy ja naprawdę z nim jestem? Wszystko dzieje się tak szybko, wszystko się zmienia a ja nawet nie zauważam tego. Chyba jestem szczęśliwa, tylko na jak długo. Bo albo ja, albo on może coś spieprzyć. Postanowiłam się dalej tym nie zamartwiać i wziąć się za naukę. Godziny mijały dość wolno, a ja już miałam dość. Była godzina 22.38 i byłam już zmęczona na dziś nauką, myślę, że przynajmniej na 3 coś umiem. Siedziałam na łóżku, a wokół mnie książki i notatki. Nie chciało mi się teraz tego ogarniać, więc pomyślałam, że zrobię to jutro. Zepchnęłam wszystkie papiery i książki pod okno i poszłam wziąć prysznic. Gdy weszłam do łazienki usłyszałam, że ktoś wszedł do mojego pokoju, ale pomyślałam, że tylko zdaje mi się. Weszłam do prysznica i dość sprawnie się umyłam. Jakoś byłam zmęczona żeby wziąć długą relaksującą kąpiel. Owinęłam się ręcznikiem i zrobiłam " turban " z ręcznika na głowie. Gdy weszłam do pokoju, jednak nikogo nie było. Wiedziałam, że tylko mi się zdaje. Ale z drugiej strony nie zaszkodziłoby sprawdzić. Zeszłam na dół i rozglądałam się bacznie. W salonie nikogo nie było, ale na wszelki wypadek wzięłam lampkę, która stała na półce i poszłam sprawdzić kuchnię, i pokój cioci. Też nic. Więc mi się raczej zdawało. Wróciłam do pokoju i ubrałam się w moją piżamę. Podeszłam do drzwi, przy których znajdowała się półka, na której była lampka. Zgasiłam ją, minęło trochę czasu kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności. Podeszłam do łóżka i niezupełnie je widziałam. Położyłam się i ku moim oczom ukazał się jakiś chłopak leżący obok mnie.
- Co ty tu robisz?! - krzyknęłam wystraszona
- Cześć Cloe, już się za tobą stęskniłem - odpowiedział uradowany Louis
- Mogłeś uprzedzić, że się dziś do mnie wybierasz, jeśli jeszcze nie zauważyłeś, to jest przed północą i ja idę już spać kochanie - odparłam z dezaprobatą
- Ohh Cloe, kochanie, nie idziesz jeszcze spać - uśmiechnął się zawadiacko.
- Louis, jutro mam szkołę, wybacz, ale mam ochotę się wyspać albo teraz stąd pójdziesz, albo mnie przytulisz i dopilnujesz aż zasnę, wybieraj.
- Zostanę tu z tobą, ale nie zasypiaj jeszcze. Chcę porozmawiać.
- O czym Louis? - ziewnęłam i się wtuliłam w niego przykrywając go kołdrą.
- O czymkolwiek, wiesz, nic nie wiem o twojej rodzinie, a ja ci o swojej powiedziałem - stwierdził.
- Skąd tak nagle takie pytanie?
- A tak jakoś...
- Nie miałam tak źle jak ty, ale kolorowo też nie. Kiedy miałam 10 lat mój tata umarł na raka. Potem byłam zdana sama na siebie, ponieważ moja matka się zbawiała i mnie miała głęboko w dupie, że tak powiem. Zawsze wieczorami zostawałam sama i chowałam się do pokoju z nadzieją, że tym razem nie przyprowadzi jakiegoś nieznanego mi faceta do domu i nie będą się ruchać. Ale tak było zawsze, aż do teraz. Moja matka to uwielbia. Jedyne wsparcie miałam u mojej cioci, tylko ona wie, że zostałam zgwałcona, no i oczywiście ty... Wiesz Lou, to że moja ciocia ma takie zdanie o tobie to nie oznacza, że jest zła. Martwi się o mnie i dobrze ciebie nie zna, więc musisz sprawić, żeby zmieniła zdanie o tobie, przynajmniej postaraj się dla mnie - długo nie odpowiadał, aż w końcu doczekałam się jego wypowiedzi.
- Nie wiem co mam powiedzieć... Staram się, żeby twoja ciocia mnie polubiła, ale nie zmienię swojego wyglądu, nie będę udawał kogoś kim nie jestem.
- Ale ja wcale nie proszę, żebyś zmieniał wygląd, tylko żebyś pokazał się z jak najlepszej strony.
- Dalej tego nie rozumiem. Po co mam się starać skoro ona i tak tego nie doceni.
- Przynajmniej spróbuj.. dla mnie... dla nas - pocałowałam go w policzek On nie odpowiedział, tylko cmoknął mnie w usta co przerodziło się w bardziej namiętny pocałunek. Chwyciłam Louis'a obiema dłońmi za szyję, a ten znalazł się nade mną. Całował mnie po szyi a ja miałam zamknięte oczy... odpływałam pod wpływem jego dotyku, pocałunków. Mówiąc odpływałam, miałam na myśli to to dosłownie. Było tak delikatnie, że zasnęłam. A co zrobił dalej Louis? Tego to już nie wiem.

*** Tydzień później ***

Nareszcie piątek. Dzisiaj wieczorem miał przyjść Louis, jakoś wreszcie go namówiłam, żeby zapoznał się lepiej z moją ciocią i żeby ona zmieniła o nim zdanie. Jakoś mi na tym bardzo zależało, chcę aby relację między mną, a moją opiekunką były dalej takie same, a nie żeby zmieniały się na gorsze. Była 7.00 rano, jakoś nie miałam ochoty na poranny prysznic, więc poszłam do łazienki zrobić delikatny makijaż i spleść warkocza. Dziś było gorąco na podwórku, co jest bardzo rzadkie w Doncaster. Ubrałam na siebie jeansową sukienkę do kolana i czarne balerinki. Zbiegłam na dół i wyszłam. Czekałam na Louis'a, ponieważ odkąd jesteśmy razem przyjeżdża po mnie i zabiera mnie do szkoły. Nawet go o to nie prosiłam, ale nalegał. Stałam przed domem jeszcze jakieś 5 minut, aż wreszcie podjechał jakiś wóz. Z myślą, że to był Louis, bez żadnego wahania weszłam do środka. Odwróciłam się w stronę kierowcy, żeby się przywitać namiętnym buziakiem, ale...
-  Harry, dlaczego nie ma tu Louis'a, tylko jesteś ty?
- Też cię miło widzieć Cloe.

czwartek, 5 września 2013

Rozdiał 9


Jego twarz mówiła sama za siebie. Patrzył na mnie z zaskoczeniem i współczuciem oraz złością. Pewnie nie mógł przyjąć to sobie do wiadomości, że ktoś mnie w taki sposób skrzywdził. Bynajmniej mi się tak wydawało, że tak myślał. Louis otarł mi z policzka łzy. Trzymał swoimi dłońmi moją twarz opierając swoje czoło o moje.
- Tak mi przykro, gdybym tylko... - Przerwałam mu.
- Nie Louis, jest w porządku. Było, minęło. Teraz jest mi dobrze tak jak jest.
- Opowiesz mi jak to się stało?
- Nie lubię wracać wspomnieniami do tamtego wydarzenia, ale dobrze.. powiem.

Wydarzyło się to w Coldwater, gdy miałam 15 lat. Kierowałam się w stronę domu Joel. Można powiedzieć, że była moją przyjaciółką, bo trzymałyśmy się razem, ale była fałszywa wobec mnie. Szłam do niej, bo zaprosiła mnie na noc, a nikogo nie było u niej w domu. Chciałam się wyluzować po kolejnej sprzeczce z mamą. Joel miała brata. Nicco. Był starszy ode mnie o dwa lata. Można powiedzieć, że był przystojny, ale jakoś mnie nie przyciągał, bo rozumem to on się zbytnio nie popisywał. Zapukałam w drzwi. Długo nie musiałam czekać kiedy otworzy mi je.
- No nareszcie jesteś, popcorn już wystygł.
- Wybacz, że musiałaś czekać. Problemy rodzinne mnie zatrzymały. - Mruknęłam.
- Właź, bo niedługo Nicco ma wrócić i nie zdążymy filmu obejrzeć. - Odpowiedziała arogancko. Ja jej zachowanuie zawsze starałam się ignorować, ale przeważnie doprowadzała  mnie do szału. nie wiedziałam do jakiego stanu emocjonalnego może mnie doprowadzić tym razem tego wieczoru. Usiadłam na kanapie i czekałam, kiedy Joel wróci z miską popcornu w swoich dłoniach i jakimś dobrym filmem. Co do wybierania filmów na dane okazje była mistrzem. Po chwili usiadła obok mnie i uśmiechnęła się zawadiacko.
- Ja to mam ochotę na jakiś film erotyczny. - Ten uśmiech dalej nie schodził z jej twarzy. Zazdrościłam jej urody. Blondynka o brązowych oczach, szczupła i wysoka. Ja przy niej wyglądałam jak nie umyta koza w górach.
- Dla mnie wszystko jedno co wybierzesz, cokolwiek chcę obejrzeć. - Odpowiedziałam bez emocji, a ta tylko pisnęła przy czym klasnęła w ręce. Wstała i włożyła płytę z filmem do DVD. Nie wiem co ją fascynowało w tym, że jakiś ziomek rucha w kółko lasie, potem się kłócą i znowu na zgodę sex. Żałośny, bynajmniej udawałam, że oglądam. Z oglądania wyrwał mnie trzask drzwi.
- Jestem! - Krzyknął i poszedł na górę po schodach. Pewnie do swojego pokoju. Chwiał się lekko, ale nie był aż tak pijany. To sobie chłoptaś zabalował. - Joel! Kryj mnie przed rodzicami, jesteś mi winna to! - Usłyszałyśmy jego głos z góry, ale Jo się nie odezwała. Nagle jej zaciekawienie co do filmu minęło, gdyż zadzwonił jej telefon. Dość szybko go odebrała.
- Halo?... Co?... Dlaczego?... Teraz?... Nie... Dobra już idę. - Rozłączyła. 
- Coś się stało? - Zapytałam.
- Tak, muszę zajść na chwilę do mamy do pracy, poczekasz na mnie 30 min? Idź do mojego pokoju i rób co chcesz, w szafce schowany jest laptop. Jeśli zobaczysz, że Nicco śpi na schodach, to zignoruj to, zawsze tam śpi kiedy się napije, widocznie mu tak wygodniej. - Odparła i podeszła do drzwi. - Czekaj na mnie. - Uśmiechnęła się do mnie i już jej nie było. Po chwili stanęłam na równe nogi i poszłam w stronę schodów kierując się do pokoju Joel. Jej pokój był ogromny. Na środku znajdowało się wielkie łóżko. Ściany były pomalowane na kolor złocistej pustyni. W pokoju także znajdowała się wielka garderoba z ciuchami. Zazdrościłam jej normalnej rodziny. Usiadłam na łóżko i mój wzrok utkwił w podłodze, siedziałam tak po ciemku, nie myśląc o niczym. Po prostu się zagapiłam. Nagle otworzyły się drzwi od pokoju dziewczyny, a o framugę opierał się nietrzeźwy Nicco. Spojrzałam na niego niepewnie.
- Coś nie tak? - Zapytałam patrząc na niego ze zdziwieniem. 
- Oczywiście kochanie, że jest wszystko w porządku. Przyszedłem dotrzymać ci towarzystwa. - Odparł bełkocząc i zbliżył się do mnie. Popatrzyłam na niego z dołu, a on wziął moje nadgarstki i z całej siły przywarł moje ciało do ściany.
- Nicco, jesteś pijany, idź spać... - Powiedziałam, lekko przerażona.
- Nie sam. Nie teraz. - Wsadził rękę pod moją koszulkę i złączył nasze usta w pocałunku, po czym przygryzł moją wargę. Udało mi się wyrwać rękę z jego uścisku. Walnęłam go w twarz i kopnęłam w krocze. On się lekko odsunął, ale nie zwracając uwagi na ból, znowu się do mnie przybliżył. Był zły.- Ty głupia dziwko! - walnął mnie w twarz, kiedy próbowałam się wydostać z jego objęć. Myślałam, że nie wyjdę z tego w całości.
- Odpieprz się! - plunęłam mu w twarz, a ten pchnął mnie na łóżko i unieruchomił mi ręce. Jego usta całowały moją szyję, lekko ssąc moją skórkę. Miałam łzy w oczach. - Pomocy! Czy ktoś mnie tu słyszy!?
- Zamknij mordę! ja tylko chcę się z tobą zabawić maleńka - zakrył dłonią moje usta, a jego ręka powędrowała pod moją koszulkę. W jego oczach widziałam pożądanie, ale dlaczego akurat ja? Zwinnie zdjął ze mnie moją koszulkę i rzucił ją w kąt pokoju. Zaczęłam się wiercić, ale nie za długo, gdyż przywierał swoim ciałem do mojego, to było oczywiste, że ma więcej siły niż ja. Nie chciałam się tak łatwo poddać, ale widocznie musiałam. Czyli koniec mojego dziewictwa.. Nie chciałam go stracić w taki sposób, raczej nikt by nie chciał. Zamyśliłam się i nawet nie zauważyłam, że nie mam na sobie moich shortów. Czyli zaraz to się stanie. Boże niech stanie się cud i ktoś go powstrzyma! Raczej nici z moich błagań.. zdjął ze mnie moje majtki i szybkim ruchem odpinał swój pasek od spodni. Wykorzystałam chwile jego nieuwagi i zaczęłam się wykręcać, udało mi się prawie, ale złapał mnie kiedy wstałam z łóżka. Gwałtownie na nie powróciłam, a on wszedł we mnie i przedarł przez moją niewinność, okropnie bolało. Ponoć to miało sprawiać przyjemność, ale nie sprawiało. Gwałtownie się we mnie poruszał. Z moich oczu wylatywał wodospad łez, trudno było złapać mi oddech. Słyszałam z jego ust głośne jęki.
- Krzycz dla mnie maleńka! - nie zrobiłam tego, a on pchnął jeszcze mocniej. Zaczęłam krzyczeć.
- Ty gnoju! To boli!! - nie odpowiedział na to, tylko zwolnił swoje ruchy i opadł z barku siły. Po chwili wyszedł ze mnie, nawet nie spojrzał na mnie. Leniwymi ruchami zabrał swoje rzeczy i wyszedł z pokoju. Zostawił mnie prawie nagą na łóżku z siniakami na rękach, biodrach i bólem. W tym momencie czułam się jak gówno, inaczej tego nie opiszę. Miałam ochotę się zabić. Zabrałam swoje rzeczy i szybko włożyłam je na siebie po czym wybiegłam z pokoju. Nicco nigdzie nie było. To dobrze. Z płaczem wybiegłam z tego domu i już nigdy się tam nie pokazałam.

Louis patrzył się na mnie. Na jego twarzy widziałam zmieszanie. Próbował to wszystko ułożyć w całości, żeby miało to jakiś sens, ale ja i on znaliśmy odpowiedź, to wszystko wcale nie miało sensu. Przez tego pieprzonego idiotę straciłam odwagę i swoją wartość, a najważniejsze, że to nie z nim chciałam stracić dziewictwo. Czułam się jak rzecz, która jeszcze przed tym była nowa, tylko potem ktoś ją zużył i zostawił samą na pastwę losu. Jeden wielki śmieć.Czekałam aż Louis wreszcie coś odpowie, szczerze męczyła mnie ta cisza. Chciałam wreszcie usłyszeć co on powie.
- Zabiję skurwysyna. - W jego oczach był mrok, który zobaczyłam pierwszego dnia, kiedy go poznałam.
- Louis, nie zrobisz tego. On mieszka na drugim końcu świata, poza tym nie chcę żebyś miał przeze mnie kłopoty. Było, minęło. Nie wracajmy do tego.
- Ale tak nie można! Przecież on ciebie zgwałcił! Nie pokazał ci co to jest przyjemność, tylko sprawił ci ból. - Był dalej wkurzony, ale widziałam żal w jego oczach.
- Lou, ja już się pozbierałam. Jest teraz wszystko dobrze, bo jesteśmy razem. - Powiedziałam to żeby trochę go uspokoić. Nie chciałam już z nim o tym rozmawiać. To bolało, kiedy przypominałam sobie tamtą noc. Co on wtedy zrobił. Przez tego idiotę boję się iść z jakimkolwiek facetem do łóżka, bo cały czas czuję, że jest we mnie lęk przed, że ktoś mnie skrzywdzi. Jakbym nie została zgwałcona od razu pieprzyłam bym się z Louis'em na tej trawie. Ale bałam się. Zarumieniłam się, bo wyobraziłam mnie i jego uprawiającym sex na tej trawie. Nagle zrobiło mi się tu strasznie gorąco. Chłopak zaczął się śmiać.
- Cloe, ja tylko siedzę, nie gadaj, że aż taki wpływ mam na ciebie. - Dalej się śmiał.
- Jakiś ty zabawny. - Powiedziałam to z sarkazmem.
- Cloe... jeżeli miałoby dojść do czego większego między nami naprawdę, nie skrzywdzę ciebie. Nawet nie wiesz jak ciebie pragnę. Jakbym mógł od razu bym się na ciebie rzucił, zdarł z ciebie te ubranie i ciebie pieprzył. - Po tych słowach, ty można było mnie porównać do jakiegoś czerwonego ogniska. Nie wiedziałam, że Louis myśli o mnie pod kątem erotycznym. - Proszę, daj mi sprawić tobie przyjemność. - Spojrzał na mnie i wyczekując na moją nic nie powiedziałam.
- Cloe?
- Nie.. Louis, za wcześnie, nie chcę...
Nie odezwał się nawet jednym słowem, tylko przyglądał mi się bacznie. Chciałam żeby przestał. Jego wzrok był taki przenikający, pełny pożądania. Tylko niestety nie chciałam. Tak po prostu.

wtorek, 3 września 2013

Rozdiał 8



- Już jesteśmy. - Oznajmił Louis, a ja przestałam się wgapiać w krajobraz za oknem auta. Byliśmy w parku, gdzie go pierwszy raz zobaczyłam. Nie za ciekawie zaczęła się nasza znajomość. Tylko po co tu przyjechaliśmy? Spojrzałam się na niego i obserwowałam jego ruchy. Wyszedł z auta i otworzył mi drzwi z drugiej strony. - Nie podglądaj. - Stanął za mną i zakrył swoją dłonią moje oczy. Lekko podtrzymywał moje biodra i nagle ruszyliśmy z miejsca. Szliśmy cały czas prosto bynajmniej mi się tak mogło wydawać. Słyszałam szum rzeki i śpiew ptaków, oraz wdychałam ten piękny zapach lasu. Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam co on planował zrobić. Nie ufałam mu do końca. Mógł mnie zaprowadzić do jakiegoś domku, zamknąć i zostawić, i jeszcze nie wiadomo co... ale tak nie było.
- Louis, kiedy dojdziemy? - Zapytałam już lekko zdenerwowana.
- Już jesteśmy. - Zabrał swoją dłoń z mojej twarzy, a ja otworzyłam oczy i zamurowało mnie. Na mojej twarzy był wielki szok. Nie spodziewałam się tego po Louis'ie. Wydawał się na pierwszy rzut oka, złym, nie dopuszczający do siebie nikogo. Zadał sobie tyle trudu. Wokół nas była krystaliczna rzeka, a obok niej był rozłożony koc i koszyk z jedzeniem. Otaczał nas niezwykły krajobraz nie do opisania.
- Od dziś, to będzie tylko nasze miejsce. - Uśmiechnął się, a ja odwróciłam się w jego stronę.
- Nie wiedziałam, że jest tu coś tak pięknego. Gdzie my jesteśmy?
- Niedaleko parku maleńka.- Odparł. Jakoś odruchowo się do niego przytuliłam, to było piękne, nigdy żaden chłopak się dla mnie nie starał, a Louis to coś zupełnie innego.
- Dziękuję, jednak nie zepchnę ciebie z klifu. - Zaśmiałam się i spojrzałam w górę na niego. Patrzył na mnie tymi swoimi turkusowymi tęczówkami. Troszczył się, ale ja nie takiego Louis'a pierwszy raz spotkałam. Był agresywny, ale nie w stosunku do mnie. Ruszyliśmy w stronę koca po czym na nim usiadłam razem z chłopcem. Byłam trochę skrępowana, bo nie wiedziałam co dalej. Jednak Louis wyjął jedzenie z koszyka. Wszystko ładnie było przyrządzone.
- Przyznaj się, twoja mama to wszystko przygotowała. - Lekko się zaśmiałam i szturchnęłam go łokciem w ramię. On niestety nie odwzajemnił mojego uśmiechu tylko od razu posmutniał i spuścił wzrok na swoje złączone ze sobą dłonie. - Czy powiedziałam coś nie tak?
- No powiedzmy... Ja nie mam rodziców. - Odparł, a mnie zakuło w sercu.
- Ohh Lou... tak mi przykro, nie wiedziałam. Co ze mnie za idiotka... mogłam nie pytać, tylko przykrość ci sprawiłam. - Złapałam się za ramię i odwróciłam wzrok. Louis wyciągnął rękę w moją stronę i złapał mnie delikatnie za policzek żebym popatrzyła mu głęboko w oczy. Myślałam, że zemdleję przez jego dotyk. Był taki czuły.
- Nic nie szkodzi Cloe. Nie jesteś idiotką, po prostu nie wiedziałaś. - Zdjął swoją dłoń z mojego policzka i wziął w swoje ręce moje, nie spuszczając ze mnie wzroku. - Mój tata został postrzelony na misji zagranicznej kiedy miałem zaledwie 13 lat, a mama zmarła 3 lata temu w wypadku samochodowym. Musiałem zacząć samodzielne życie. Wielu rzeczy o mnie nie wiesz Cloe. Moja przeszłość może wydać ci się przerażająca, boję się ci opowiadać to co mi się w życiu przydarzyło. Nie chciałbym ciebie stracić skoro już się do siebie zbliżyliśmy.
- Louis, mów. Obiecuję tobie, że nic teraz nie sprawi, że ucieknę. Polubiłam cię. - Po tych słowach się zarumieniłam.
- Jesteś taka urocza. - Uśmiechnął się zawadiacko. - Kiedy moja mama umarła, moje życie to było jedno wielkie gówno. Wyleciałem ze szkoły za kilka pobić i raz, że przyniosłem na teren szkoły heroinę. Siedziałem przez dwa lata w pierdlu za nielegalne sprzedawanie marihuany. Gdy wyszedłem dalej to robiłem, aż do teraz. Nie mam rodziny, nikogo tu nie mam oprócz przyjaciół, no i... ciebie. Moje życie wyglądało właśnie tak, aż do teraz. Ty zmieniłaś moje życie, jesteś moją jedyną nadzieją na lepsze życie, mimo, że długo się nie znamy, a ja już potrafiłem się w tobie zakochać. Nigdy się nie zakochiwałem, szukałem rozrywki wśród dziewczyn i to było zawsze na jeden raz, ale pojawiłaś się ty. Dziękuję.. - Spuścił wzrok i kątem patrzył na mnie. Położyłam swoją dłoń na jego.
- Louis, dziękuję, że jesteś tak ze mną szczery, ale ja nie wiem czy coś do ciebie czuję... - Odwróciłam wzrok w inną stronę.
- Mogę to sprawdzić... - Wziął w dłonie moją twarz, popatrzył w moje niebieskie oczy przez chwilę i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku, pełnym pożądania. Na początku byłam sparaliżowana, ale odwzajemniłam pocałunek. W moim brzuchu roiło się od wielkich latających motyli. Jego język domagał się wejścia do wnętrza mojej buzi. Po czym nasze języki złączyły się. Był to wszystko wprawiony, a ja czułam się przy nim jak amator. Jego język wyprawiał cuda, przyjemne cuda.. pieścił delikatnie moje podniebienie. Doprowadzało mnie to wszystko do szaleństwa. Pragnęłam go... Nagle Louis oderwał się ode mnie i z trudem łapał oddech. Chciałam żeby nie przestawał, to było coś takiego czego nikt mi jeszcze nigdy w życiu nie podarował. - Czujesz coś? - Złapał mnie za rękę.
- Sama nie wiem...
- Daj mi szansę... - Popatrzył na mnie z nadzieją. Po długim namyśle odpowiedziałam.
- Spróbujmy. - Uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Poważnie? - Patrzył na mnie z nie do wierzeniem.
- Tak. - Odparłam cicho. Louis wstał, wziął mnie na ręce i zaczęliśmy się kręcić. - Louis! - Zaczęłam się śmiać.
- Nareszcie odnalazłem szczęście! - Powoli przestawał się kręcić i ponownie złączył nasze usta w pocałunku. Oboje chcieliśmy żeby ta chwila trwała wiecznie. Chłopak położył mnie na trawie i ręką jeździł wzdłuż mojego uda. Ale opamiętałam się i zdjęłam jego rękę. Bałam się, poza tym na wszystko było za wcześnie.
- Zrobiłem coś nie tak? - Zapytał z troską. Nasze czoła opierały się o siebie.
- Louis, ja nie mogę... Boję się..
- Czego? Sex'u? Nie skrzywdzę ciebie.
- Nie o to chodzi...
- Powiedz, co cie trapi? - Czekał na moją odpowiedź. Bałam się mu powiedzieć, ale on był ze mną szczery i mimo tego nie uciekłam.
- Bo ja...
- Co?
- Trzy lata temu zostałam zgwałcona... - Powiedziałam to łamiącym się głosem i spojrzałam się na niego ze łzami w oczach. Ponownie powracały nieznośne wspomnienia i koszmary z tamtej nocy...

niedziela, 1 września 2013

Rozdiał 7


 Obudziłam się, ale w moim pokoju dalej panował mrok. Mój wzrok już przyzwyczaił się do ciemności i nagle dotarło do mnie, że Louis leżał obok mnie i słodko, cicho chrapał. Ucieszyło mnie to, że jednak został. Nie wiem czemu mu tak zależało. Imponuje mi to, że się uparł, tylko dlaczego akurat ja? Co on we mnie widział? To już on jedynie znał odpowiedź na to pytanie. Położyłam się twarzą do niego, a jego ręka automatycznie mnie do niego przysunęła, choć on dalej spał. Zarumieniłam się i szczerze dobrze, że on tego nie widział. Leżałam tak przez jakiś czas, nie mogąc zasnąć. Myślałam o wszystkim, o moim życiu, o tej sytuacji jaka jest teraz, a także delektowałam się zapachem Louis'a. Pachniał miętą zmieszaną z dymem papierosowym. Jego tatuaże zdobiły jego ciało, wyglądał pięknie, nawet kiedy spał. Z fantazji wyrwały mnie dźwięki dobiegające z dołu. Wystraszyłam się i gwałtownie usiadłam na łóżko. Po moim gwałtownym ruchu nagle też chłopak się obudził i położył się na plecy rozciągając się.
- Coś się stało maleńka? - Zapytał zaspanym głosem.
- Ktoś jest na dole. - Odparłam z niepokojem w głosie i wstałam z łóżka.
- Ty tu zostań, a ja to sprawdzę.
- Ale Louis... - Przerwał mi.
- Zostań tu maleńka, nic mi nie będzie. - Puścił do mnie oczko, po czym wstał i wyszedł z mojego pokoju. Zastanawiałam się kto to mógł być, bałam się o Louis'a, bo mógł to być sprawca, który zrobił z mojego domu istny chlew. Podeszłam do drzwi i wsłuchiwałam się w kroki Louis'a. Ktoś coś robił w kuchni, tylko co? Długo Louis'a nie było, więc postanowiłam zejść na dół i sprawdzić co się dzieje. W kuchni stała moja ciocia z wymalowanym szokiem na twarzy.
- Cloe... Możesz powiedzieć co ten pan robi u nas w domu?
- Emm... to jest Louis, mój kolega. To nie tak jak myślisz, on mi tylko dotrzymywał towarzystwa. - Zarumieniłam się, a Louis przyglądał nam się uważnie.
- Nie sądzisz, że to już jest późna pora na odwiedziny? - Moja ciocia oglądała Louis'a od stóp do głów i raczej nie zaimponował dla niej wyglądem. A dlaczego? Bo nie lubiła tatuaży i oceniała ludzi po wyglądzie. Ja przez jakiś czas też taka byłam, ale się zmieniłam, kiedy trochę lepiej poznałam bruneta.
- Przepraszam, że przerywam wam negocjację, ale naprawdę nic się nie wydarzyło. Dlatego żeby bardziej panią nie denerwować lepiej już sobie pójdę. - Uśmiechnął się do mnie. - Miłej nocy życzę paniom. - Wyszedł, a moja ciotka zamknęła za nim drzwi.
- Co ty w nim widzisz Cloe?
- Ciociu on jest w porządku, nie znasz go.
- Przecież to po nim widać, że dla niego liczy się tylko jedno. - Odparła, a ja z zażenowaniem odpowiedziałam:
- Jakbyś poznała go bliżej, to byś wiedziała, że taki nie jest, nie zamierzam drążyć z tobą tego tematu, to ja będę decydowała z kim się zadaję, a teraz przepraszam idę spać, bo czeka mnie szkoła. - Pobiegłam na górę, jeszcze ciocia coś krzyczała, ale ja tego nie słyszałam tylko od razy zamknęłam za sobą drzwi od swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Nagle przyszedł do mnie sms:
" Masz bardzo miłą ciocię ;) x "
Natychmiastowo mu odpisałam:
" Kocham ją, ale czasami przesadza, dobranoc x "
" Śpij dobrze maleńka "
Po tym jak mi odpisał, nie ogarnęłam tego, że mam motylki w brzuchu. Nikt nigdy nie zadawał tyle sobie trudu dla mnie. Ciekawe co będzie dalej.

Następnego dnia.

Zbudził mnie dźwięk dzwonka do drzwi i głos cioci rozmawiającej z listonoszem. Wzięłam do ręki telefon i spojrzałam na godzinę. Była godzina 7.28. Szybko zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki. Prysznic zajął mi tylko 5 minut. Włożyłam na siebie białą koszulkę bokserkę, a do tego morelową spódniczkę przed kolano i czarne balerinki. Z tego wszystkiego nawet nie zdążyłam lekcji odrobić. Pospiesznie zbiegłam na dół i przepychając się przez ciocię i listonosza wybiegłam z domu. Biegłam do szkoły, nagle na coś, a raczej na kogoś wpadłam. Wywaliłam się na tyłek, po czym spojrzałam w górę. Harry. Wyciągnął do mnie rękę i pomógł mi wstać.
- Gdzie tak się spieszysz? - Zapytał. Od zawsze towarzyszy mu ten piękny chłopięcy uśmiech.
- Do szkoły, zaspałam. Wybacz Harry, ale spieszę się. - Odparłam szybko i ominęłam go, po czym on złapał mnie tylko za nadgarstek.
- Poczekaj, zawiozę ciebie.
- Harry nie chcę sprawiać ci kłopotu, przejdę się. - Ponaglałam go.
- Ależ nalegam, wsiadaj na motor. - Ruszył głową w stronę motoru na znak żebym wsiadła. Wolałam już z nim jechać niż spóźnić się do szkoły. Bałam się jechać motorem, gdyż nigdy na nim nie jeździłam. Złapałam Harr'ego mocno za brzuch i zamknęłam oczy z myślą, że droga minie szybko.
- Cloe, nie tak mocno, bo nie mogę oddychać. - Zaśmiał się, a ja zmniejszyłam uścisk.
- Przepraszam.. - Powiedziałam nieśmiało.
- Nic nie szkodzi, to słodkie.
Droga zajęła nam 5 minut. Wbiegłam na lekcję francuskiego 5 minut po dzwonku. Kiedy weszłam do klasy wszystkie spojrzenia skierowane były na mnie.
- Bardzo przepraszam za spóźnienie, ale... - Nie dokończyłam.
- Nie tłumacz się, siadaj i nie przerywaj lekcji. - Odparła oschle. Ale pipa z niej.
Usiadłam obok Danielle, która siedziała na końcu klasy, wpatrując w okno i nad czymś rozmyślając, nawet na mnie nie spojrzała kiedy weszłam do klasy. Dopiero zareagowała kiedy usiadłam obok.
- Cloe! Gdzie ty byłaś przez ten cały weekend?! Wiesz, ile muszę ci powiedzieć? - Powiedziała dość piszczącym szeptem.
- Czy panny na końcu mają coś nam ciekawego do powiedzenia na temat, który teraz realizujemy?
Żadna z nas się nie odezwała. - Takie rozmowy to po lekcjach! - Krzyknęła na nas, a my już nie odezwałyśmy się do siebie do końca lekcji. Jedyna lekcja, która była naprawdę męcząca to francuski. Lekcje byłyby przyjemniejsze gdyby pani Cure była choć trochę milsza niż być taką jędzą. Z Dan ruszyłyśmy w stronę stołówki. Kiedy usiadłyśmy do stołów, na scenie stał już Liam i uśmiechał się uwodzicielsko w naszą stronę, ale patrzył tak tylko na Dan. Ona oczywiście mrugnęła do niego i uśmiechnęła się równie tak samo jak on.
- No dobra Dan, o czym ja nie wiem? - Zapytałam ją i podniosłam jedną brew do góry z zaciekawienia. Już mam taki zwyczaj ukazywania zaciekawienia..
- Bo wiesz... no dobra co ja będę ukrywać! Jestem z Liam'em!! - Pisnęła ze szczęścia.
- Nie widziałyśmy się tylko weekend i tyle się zmieniło? Opowiadaj dalej. - Dan z entuzjazmem opowiedziała jak to się stało. Jak wtedy zniknęłam na imprezie, dowiedziała się, że już od dawna mu się podoba. Zazdroszczę jej.
- I właśnie tak to się stało! Ale dość o mnie, opowiadaj co się z tobą działo przez ten czas? Dlaczego zniknęłaś z imprezy? - Zapytała i czekała na moją odpowiedź. Ja zastanawiałam się nad tym co mam jej odpowiedzieć, czy mam jej powiedzieć o tym, że wkradł się do mnie do domu jakiś psychol i zrobił niezły bałagan, i to że Louis został przyłapany u mnie w domu przez moją ciocię? Szczerze to nie chciałam jej okłamywać, ale też ją martwić.
- Louis... - Odparłam bez głębszego zastanowienia na co Danielle otworzyła szeroko buzię. Widocznie nie mogła uwierzyć.
- Co robiliście?
- Nic takiego, nie jest taki zły jak się go bliżej pozna.
- I tak go nie lubię.
- Bo nie znasz. Nie oceniaj go po wyglądzie, to o niczym nie świadczy.
- Uuuu Cloe, czyżbyś się zakochała w panu cholernie seksownym? - Uśmiechnęła się do mnie łobuzersko.
- Co ty pleciesz Dan? Nie prawda, Lou nie jest z mojej półki.
- A co powiesz na to, że on właśnie tu idzie?
-  Co? - Odwróciłam się i ujrzałam udającego się w moją stronę bruneta. Ubrany był w koszulę w paski, czarne spodnie, do tego szelki i zwykłe niebieskie tenisówki.
- Cześć maleńka, zbieraj się, bo wychodzimy z tej dziury. - Uśmiechnął się.
- Cześć Lou, też miło ciebie widzieć. Nie zamierzam z tobą nigdzie iść, mam lekcje. - Odparłam. Dan bacznie nas obserwowała i uśmiechała się do siebie widząc nas razem.
- Zrób wyjątek i ucieknij, potem to się usprawiedliwi. - Bez emocji odpowiedział, a ja popatrzyłam na Dan z bezradną miną. Ona tylko kiwnęła głową na znak żebym poszła.
- Louis, nie mogę, na prawdę...
Chłopak spojrzał na scenę, z której zszedł Liam. Patrzyłam w jego stronę jak kieruje się na scenę i bierze mikrofon do ręki.
- Ludzie! Słuchajcie! Podczas nieobecności Cloe macie ją kryć, bardzo mi zależy na tym żeby teraz ją zabrać w niezwykłe miejsce, które przygotowałem dla niej. Więc umowa stoi? - Patrzył wtedy na mnie, tak jak reszta innych oczu znajdujących się na stołówce, chciałam zapaść się pod ziemię. Nagle ktoś krzyknął:
- A co będziemy z tego mieli?
- Właśnie! - krzyknęła jakaś dziewczyna z marchewkowymi włosami.
- Jutro dostaniecie coś co wam się przyda za darmo i będzie mnie za to po stopach całować, że cos takiego wam dostarczę.
- A co to jest? - Odpowiedział jakiś typ w kapturze.
- Zobaczycie, będzie zadowoleni. Więc umowa stoi? Nagle wszyscy chórem odpowiedzieli. Louis zszedł ze sceny, podszedł do mnie, wziął za nadgarstek i pociągnął w stronę wyjścia. Nie wiedziałam o co mu chodzi, co chce mi pokazać i co chce dać im w zamian.
- Louis! Tak nie można...
- Owszem można jak widzisz. - Odparł arogancko i otworzył mi drzwi do samochodu żebym weszła, ale chwilę stałam i czekałam na wyjaśnienia. - Cloe, zaufaj mi, nie skrzywdzę ciebie, to jest niespodzianka.
- I?
- I, co? - Opowiedział pytaniem.
- Może jakieś przepraszam?
- Przepraszam, a teraz wchodź. - Weszłam żeby się już nie denerwował i mieć tą niespodziankę za sobą. Nagle chłopak znalazł się obok mnie i ruszyliśmy.
- Nie lubię niespodzianek. - Odparłam bez emocji.
- Ale ta powinna ci się spodobać, obiecuję, a jak nie możesz zrobić ze mną co ci się będzie podobało. - Poruszył brwiami i w ten sposób mnie rozśmieszył.
- Powiadasz wszystko? A wlicza się zrzut z klifu? - Odpowiedziałam śmiejąc się.
- Jak sobie życzysz, ale tak się nie stanie. - Nie spojrzał na mnie tylko się uśmiechnął. Był raczej skupiony na drodze.
- Hahaha okaże się. - Odparłam. Resztę drogi przemilczeliśmy.

Rozdiał 6


Biegłam i biegłam. Nie zatrzymywałam się, ale po jakimś czasie zwolniłam. Nie słyszałam już za sobą Louis'a. Co ja komuś zrobiłam, że musiałam go znosić? Przecież Zayn niczemu nie zawinił tylko mi pomógł, gdyby nie on to by znowu jakiś cep się do mnie dobrał. Szłam spacerem, ze łzami w oczach, rozmyślałam nad swoim życiem. Jak to jest być szczęśliwym w życiu? Nie mieć taty, w którym miało się jedyne wsparcie. Tylko matkę dziwkę, która biła mnie czasami za nic. Bo po prostu chciała i już. Zaszłam do parku i położyłam się na ławkę. Przestałam już płakać. Światła latarni oświecały park, w którym się znajdowałam, było pięknie. Wsłuchiwałam się w dźwięk wydawany przez sowy. Niczego się w tym momencie nie bałam. Wiatr lekko targał moje włosy. Było przyjemnie, lecz nie za długo.
- Cloe... wybacz mi, naprawdę nie chciałem, żałuję tego co zrobiłem.. proszę wybacz. - Powiedział załamanym głosem i klęknął przy mnie, że nasze twarze były na równym poziomie.
- Louis, daj mi spokój. Tak będzie dla wszystkich najlepiej. Zapomnij o mnie.
- Nie poddam się tak łatwo. Uważasz, że jestem najgorszą osobą jaką kiedykolwiek spotkałaś, a nawet mnie nie znasz z tych lepszych stron, tylko wierzysz w plotki innych, którzy nawet ze mną nie rozmawiali i chuja o mnie wiedzą. - Odpowiedział lekko poddenerwowany.
- Louis, wystarczająco udowodniłeś mi jaki jesteś naprawdę. Dlaczego aż tak ci zależy? - Spojrzałam mu głęboko w oczy, po czym wstałam z ławki. On także się wyprostował i staliśmy twarzą w twarz nie spuszczając z siebie wzroku. Jakoś miałam lekki przypływ odwagi.
- Bo mi zależy. Cały czas osądzasz mnie za coś zamiast ze mną o tym porozmawiać. Tak bardzo staram się o to żebyś choć trochę mnie polubiła.
- Louis... ja.. - Przerwał mi.
- Nie Cloe, nie chcę od ciebie słyszeć, że mam przestać. Dziewczyno, czy to do ciebie nie dotarło, że ty mi się podobasz? - Popatrzył na mnie z dezaprobatą, a ja to zignorowałam.
- Louis, wybacz, ale ja nie odczuwam tego co ty. - Spuściłam wzrok w ziemię, jakoś moje bose stopy wydawały nagle interesujące. Chłopak delikatnie podniósł mój podbródek żebym patrzyła prosto w jego piękne turkusowe oczy.
- Jesteś taka nieufna, widzę to... Czego się boisz? - Odparł, a ja nie wiedziałam co mam tu w tym momencie powiedzieć.
- Niczego, jakoś najmniej powinno ciebie to interesować.
- A widzisz, domagam się odpowiedzi.
- Nie.. Może kiedy indziej. - Złapałam się za ramiona i potarłam je. Chłodno się zrobiło. Louis to zauważył i założył mi na ramiona swoją bluzę.
- A to żebyś nie marzła. - Uśmiechnął się, a ja sztucznie to odwzajemniłam. - Cloe... Zacznijmy od początku. Naprawdę, daj mi spróbować jeszcze raz.
- Louis...
- Proszę... - Spojrzał na mnie z nadzieją w oczach.
- No... dobrze. Masz jedyną szansę, więc jej nie spierdol. - Uśmiechnęłam się lekko i znowu spuściłam wzrok. Nagle Louis, wziął mnie na ręce i zaczęliśmy kręcić się w kółko. Naprawdę go to aż tak zadowoliło?
- Nawet nie wiesz jak się cieszę.
- Odprowadzisz mnie do domu? - Zapytałam.
- Jeszcze pytasz, pewnie, że tak. - Wyszczerzył do mnie te swoje ząbki. Kocham jego uśmiech.
Szliśmy spacerem. Nie za wolno i nie za szybko. Było przyjemnie. Pierwszy raz jego towarzystwo mi nie przeszkadzało. Rozmawialiśmy o wszystkim i śmialiśmy się z czegoś i z niczego. Louis miał niesamowite poczucie humoru, że też wcześniej tego nie zauważyłam. Lubi też być czasem niegrzeczny, ale pasuje to do niego. Po paru minutach byliśmy już pod moim domem. Oczywiście on miałam wejść do środka razem ze mną i czekać, aż zasnę. Otworzyłam drzwi i zapaliłam światło. Moje serce od razu zamarło. Louis także miał wymalowany szok na twarzy. Wszystkie meble powywalane, talerze stłuczone, wszędzie szkło.
- Co tu się stało?! - Załamał mi się głos.
- Ja pierdole... - Odpowiedział zszokowany.
Weszłam do domu i pobiegłam do swojej sypialni, gdy weszłam do niej wszystko było powywalane. Moje wszystkie ubrania walały się po całym pokoju. Łóżko zostało przesunięte. Moje ramki ze zdjęciami pobite. Mój pokój wyglądał tak jakby niedawno przeszło przez nie tornado. Louis stał tuż za mną z wymalowanym niepokojem na twarzy. Podeszłam do szafek i sprawdziłam czy włamywacz czegoś przypadkiem nie zabrał. Jednak wszystko było na swoim miejscu, tzn. nie dosłownie.
- I dalej twierdzisz, że to ja wysłałem ci tę kartkę? - Powiedział Louis, wchodząc do pokoju i zdejmując mój czarny stanik z koronką z klamki drzwi od łazienki. - Jaki to rozmiar? - Uśmiechnął się do mnie, a ja podeszłam do niego i zabrałam mu to co trzymał w ręku.
- To moje! - wrzasnęłam.
- Domyśliłem się.
- Louis, to nie jest czas na żarty. Nie mam pojęcia co ja powiem cioci, nie zdążymy tego wszystkiego posprzątać...
- Bez obawy pomogę ci.
- Louis nawet nie wiesz jaki ci dziękuję. - Podeszłam do niego i przytuliłam go. On przez chwilę nie odwzajemnił mojego uścisku, widocznie analizował moje poczynania po czym ze zdziwieniem przytulił mnie mocno.
Sprzątanie trochę nam zajęło. Było dużo śmiechu. Louis jednak nie był taki zły. Pragnęłam wiedzieć o nim wszystko. Wiedzieć wszystko o jego przeszłości. Zanim skończyliśmy sprzątać była godzina 2.05. Byłam zmęczona. Włożyłam na siebie piżamę i od razu wylądowałam w łóżku. Louis położył się obok mnie. Leżałam do niego twarzą. Uśmiechnął się do mnie, a ja spuściłam z niego wzrok i się zarumieniłam na co on się tylko lekko zaśmiał.
- Dziękuję ci jeszcze raz, że mi pomogłeś z tym wszystkim.
- Musisz zawiadomić policję, tak nie może być...
- Louis, myślę, że policja w tej chwili będzie nam zbędna.
- Pogadamy o tym jutro, a teraz śpij. - Szepnął i zabrał mi z czoła zagubiony kosmyk włosa i założył go za ucho.
Tak jak kazał tak zrobiłam. Byłam zmęczona. Jakoś chciałam zobaczyć go jutro obok siebie kiedy się obudzę. Tylko dlaczego?

wtorek, 27 sierpnia 2013

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdiał 5


Czekałem aż Cloe skończy brać prysznic. Żeby nie marnować czasu zadzwoniłem do Hazz'y:
- Harry!
- Louis! - po tym jak zwykle zaczęliśmy się śmiać.
- Dzwonię do ciebie, żeby zapytać się czy będziesz dzisiaj u Zayn'a. Wiesz, bez ciebie nie byłoby najlepszej zabawy na jakiejkolwiek imprezie.
- Louis, nawet nie wiesz jak mi schlebiasz - zaczął się śmiać. - Oczywiście, że będę. Nie straciłbym takiej okazji na wyrwanie jakiejś kolejnej sztuki. Ostatnio jakoś nie miałem szczęścia, ale czuję, że dziś to mój dzień. Powiedz jak tam twoja dziwka? - uśmiał się, a ja mu przerwałem.
- Harry, nie nazywaj jej tak. Jest trudna, jakoś nie łatwo mi się do niej dobrać. Zawsze udawało mi się uwieźć, ale ta jest wyjątkowa. Coś w niej jest.
- Ja bym na twoim miejscu już dawno się poddał. Zależy ci? - zapytał mnie, a ja nawet nie wiedziałem co miałem mu odpowiedzieć.
- Oczywiście, że nie. Próbuję się tylko do niej dobrać. Wiesz.. nigdy się nie poddaję. - Nawet nie wiem czemu okłamałem Harr'ego, ale czy na pewno go okłamałem? Już sam się w tym wszystkim zagubiłem. Nagle usłyszałem, że z łazienki wychodzi brunetka.
- Eemm dobra stary, muszę lecieć. Do zobaczenia. - Rozłączyłem się z czego Harry nie mógł się pożegnać. Cloe stała u progu łazienki w samym ręczniku. Od razu się zarumieniła kiedy na nią spojrzałem. Miała mokre włosy. W każdym wydaniu była piękna.
- Jak tam maleńka, lepiej ci? - Uśmiechnąłem się uwodzicielsko. Ona jak zwykle odpowiedziała mi bez emocji.
- Nie, bo dalej jestem tutaj z tobą. - odparła.
- Maleńka, nie zapominaj, że jesteś mi coś dłużna. Uratowałem ciebie od gwałtu, a ty tak mi się odwdzięczasz. - Powiedziałem z wyższością.
- Już ci mówiłam, że poradziłabym sobie lepiej nawet bez twojej pomocy.
- Oczywiście. - Odpowiedziałem z drwiną.
- Louis, możesz trochę grzeczniej?
- Przecież ja jestem bardzo grzeczny. - Odpowiedziałem z rozbawieniem, a ta popatrzyła na mnie jakby chciała mnie zabić.

Cloe's POV
Wieczór
Nareszcie wieczór. Jedno na co czekałam, to moje wygodne łóżko. Miałam dość towarzystwa Louis'a. Cieszyło mnie to, że przynajmniej namówiłam go żeby na chwilę zajechać do mojego domu, żebym mogła się przebrać. Kiedy weszliśmy do mojego domu, chłopak rozglądał się po wszystkich stronach.
- Ładnie tu masz.
- Idziesz? - Zignorowałam jego komplement. Nagle Louis bez zastanowienia ruszył tuż za mną do mojego pokoju. Podeszłam do szafy, a Louis wpatrywał się w moje łóżko jak zahipnotyzowany. Trwało to już dłuższą chwilę, aż podeszłam do niego i uszczypnęłam go. Ocknął się od razu.
- No Cloe, jeśli chcesz się do mnie dobrać, to trzeba było od razu zapytać. - Zaśmiał się, a ja jedynie wywróciłam teatralnie oczyma. Brunet usiadł na łóżku i przyglądał się każdym moim poczynaniom. Krępowało mnie to. Starałam się nie zwracać uwagi na to, że Louis wgapia się w mój tyłek, tylko wyciągnęłam z szafy moją ulubioną miętową sukienkę do kolana, na ramiączkach i skierowałam się w stronę łazienki. Zatrzymał mnie głos Lou.
- Wiesz Cloe, naprawdę nie będzie to żaden problem jeżeli przebierzesz się tutaj. - Poruszył brwiami, a ja strzeliłam buraka i odparłam:
- Świnia. - Louis zaczął uroczo się śmiać, a ja wyszłam z pokoju i skierowałam się do łazienki. Uśmiechnęłam się do siebie tylko nie wiedzieć czemu? Po kilku minutach byłam już gotowa. Louis czekał na mnie w salonie. Miał na sobie czarną koszulkę, która opinała jego tors, jasne jeansowe spodnie rurki i czarne vansy. Koszulka, którą miał na sobie, odkrywała jego tatuaże. Jego włosy były ułożone w taki sposób, jakby niedawno zakończył dobrze udany sex. Wyglądał seksownie. Po chwili się otrząsnęłam, a Louis zaczął się śmiać, gdyż zauważył, że właśnie gapiłam się na niego.
- Jesteś taka urocza. - Odparł.
- Jesteś taki wkurzający. - Odpowiedziałam tak żeby go zdenerwować, niestety nie udało mi się. Zamknęłam za sobą drzwi, ale przed tym na wszelki wypadek sprawdziłam wszystkie okna, czy aby na pewno są dobrze zamknięte. Tak na wszelki wypadek. Droga do domu Zayn'a zajęła nam jakieś 20 minut. Cała droga została przemilczana i jakoś mi to nie przeszkadzało. Dom Zayn nie był za duży ani za mały. Był w sam raz i raczej nie mieszkał z rodzicami. Weszliśmy do środka. Szłam za Louis'em przed obawą, że mogę się zgubić w tym tłumie tańczących ludzi. Poza tym nie mogłabym się zgubić. Louis mocno trzymał mnie za rękę, na początku wyrywałam się, ale nie lubię się z nim droczyć.
- Loueeeeh! - krzyknął zadowolony brunet z burzą loków na głowie. Zapewne to był Harry.
- Harreeeh! - podszedł do niego i się przytulili po przyjacielsku. Harry wydawał mi się seksowny tak jak Louis, ale chyba bardziej milszy od niego.
- Louis, pochwal się swoją zdobyczą. - Spojrzał się na mnie zielonooki i uśmiechnął się.
- Wypraszam to sobie. - Odpowiedziałam lekko zdenerwowana tym jak mnie nazwał Harry. " Zdobycz? " A co ja jestem jakąś rzeczą?!
- Harry, to jest Cloe - Przedstawił nas sobie Louis. - Harry zaopiekuj się Cloe, ja zaraz wrócę. - I nagle Lou zniknął gdzieś w tłumie ludzi. Stałam lekko skrępowana, gdyż brunet patrzył się na mnie i się uśmiechał ukazując rząd białych zębów.
- Mała, nie musisz być taka spięta przy mnie. - Lekko walnął mnie pięścią w ramię żebym się wyluzowała. Jakoś od razu go polubiłam. - No, to powiedz mi jak to jest z Lou?
- Harry, a na co ty liczysz? Z Louis'em nic nie ma i nie będzie. Nie lubię go. - Jakoś zabolały mnie te słowa.
- Czemu nie dasz mu szansy, nawet nie widzisz tego jak stara się żebyś go polubiła.
- Ohh żebym wskoczyła mu do łóżka całkiem nago, dlatego się tak stara.. Harry nie namawiaj mnie, ja znam go ledwie tydzień, nie wiem co on we mnie widzi. Nic o nim nie wiem. Czuję się przy nim nieswojo.. - odparłam i spuściłam wzrok w podłogę.
- Cloe, ja nie będę ciebie do niczego namawiał. Rozumiem co teraz czujesz, to już będzie od ciebie zależało co zrobisz. Powiem ci tyle, że odkąd Lou ciebie poznał zmienił się. To znaczy nie zmienił się tak bardzo, ale jeśli chodzi o dziewczyny.. Wcześniej to się tylko zabawiał i każdą dziewczynę, którą poznał przeleciał, i rano już nie było jej przy nim. Budził się sam. Te całe jego życie to była jakaś wielka rutyna, z której nie potrafił wyjść.
- Harry, ja nie zmienię swojego zdania na jego temat. Niczym mnie to nie przekonuje. Dziękuję mu tylko za to, że uratował mnie od ponownego zgwałcenia.. - Chwila... co ja powiedziałam?!
- Co? To ktoś już ciebie wcześniej zgwałcił? To znaczy, już nie jesteś dziewicą? - Harry stał z szokiem na twarzy, ale ja starałam się go uspokoić.
- Tak.. nie jestem dziewicą fizycznie, ale psychicznie owszem. Tylko błagam, nie mów nic dla Louis'a nie chcę, żeby wiedział o mnie dużo.
- Nie ma sprawy maleńka. - Puścił do mnie oczko i spojrzał w inne miejsce. Ja powędrowałam za jego wzrokiem. Patrzył na Louis'a, który właśnie stał za mną. Mam nadzieję, że niczego nie słyszał.
- No i jak się bawicie? - Zapytał Louis z uśmiechem na twarzy.
- Harry jest bardzo miły. - Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się, on oczywiście odwzajemnił uśmiech i poszedł gdzie indziej, widocznie uznał, że tylko by nam przeszkadzał. - Wybacz Lou, muszę się przewietrzyć. - Ominęłam go i wyszłam na dwór. Na reszcie mogłam oddychać. Oparłam się o ścianę budynku i zamknęłam oczy, miałam przed sobą twarz Louis'a, ale też Harr'rgo. Nie za długo postałam sobie w spokoju.
- No, no, no, co my tu mamy za okaz. - Powiedział blondyn, przybliżając się do mnie z grupką swoich kolegów. Śmierdziało od nich papierosami i narkotykami. - Co taka ładna dziewczyna, robi tu sama? - przybliżył się jeszcze bliżej i dotknął swoją dłonią mojego policzka. Był wyższy ode mnie co najmniej o głowę.
- Umm, nie jestem tu sama, jestem tu ze znajomym i raczej nie będzie zadowolony jeżeli zaraz nie wrócę, więc przepraszam was chłopcy. - Chciałam go wyminąć i wrócić do środka, ale na moje nieszczęście blondyn złapał mnie za nadgarstek i przygwoździł do ściany. Drżałam ze strachu. Moje życie wyglądało o wiele lepiej, kiedy nie było w nim Louis'a.
- Daj mi spokój, nie mam ochoty na zabawy z takim jak ty! Nie jestem dziwką! - Wykrzyczałam mu to prosto w twarz i próbowałam się wyrwać od niego.
- Nie tak szybko. - Przygryzł swoją wargę, a ja zamknęłam oczy.
- Louis!! Pomóż mi błagam! - Krzyczałam , ale wątpię żeby mnie usłyszał, gdyż z domu wydobywała się głośna muzyka. Blondyn uciszył mnie pocałunkiem. Był on niedoświadczony. Całował dość niechlujnie, a ja nie potrafiłam go odepchnąć, więc postanowiłam przeczekać tą żałosną chwilę. Zanim się obejrzałam blondyna nie było. Odepchnął go ode mnie jakiś mulat. Był bardzo przystojny.
- Nie zbliżaj się do niej, bo następnym razem to nie ze mną będziesz miał do czynienia. - Ostrzegł go ciemnowłosy przystojniak i przybliżył się do mnie.
- Ty pewnie jesteś Cloe. Zayn. - Przedstawił się, a ja lekko się uśmiechnęłam.
- Dziękuję ci Zayn.
- Drobiazg. Gdzie jest Louis, że jesteś tu sama? - Zapytał.
- W środku, chciałam się przewietrzyć, ale widocznie jak zwykle mam pecha. - Zaśmiałam się. Z Zayn'em weszliśmy do środka, gdzie czekał na mnie nieźle wściekły Louis. Ale co ja takiego zrobiłam? Patrzył na Zayn'a, który obejmował moje biodro. Podszedł do nas niebezpiecznie szybko i zerwał rękę Zayna z mojego biodra.
- Louis uspokój się, to nie jest tak jak ci się wydaje. - Zayn starał się go uspokoić, ale jakoś na marne, bo dostał od niego w łuk brwiowy. Chłopak upadł na ziemię, a ja stałam sparaliżowana, zupełnie nie wiedząc co mam teraz zrobić.
- Nie próbuj jej dotykać! Ona jest moja! Kurwa, czy trudno wam to aż tak zrozumieć ?! - Krzyknął w stronę Zayn'a wkurzony Louis. Ja wybiegłam z mieszkania ze łzami w oczach. Miałam tego wszystkiego dość. Żeby droga zleciała mi szybciej, zdjęłam moje szpilki i biegłam. Słyszałam tylko jak Louis krzyczy za mną żebym się zatrzymała, ale ja już nie zamierzałam się zatrzymać. Miałam go dość.

piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdiał 4


Obudziłam się nie wiedziałam gdzie jestem, aż w końcu Sobie przypomniałam, że znajduję się w domu Louis'a. Ale zaraz.. przecież zasnęłam zupełnie w innym pomieszczeniu, a teraz znajduję się chyba w chłopaka sypialni, tylko, że bez Louis'a. Wstałam i szukałam swojej torebki, aż znalazłam ją na krześle obok biurka. Wzięłam telefon i sprawdziłam godzinę. Była równo 3.00. Nie mogłam dalej spać, ponieważ bolała mnie głowa, od wcześniej wypitego przeze mnie alkoholu. Ujrzałam, że drzwi od pokoju nie były do końca zamknięte. Skierowałam się do nich i wyszłam do salonu, gdzie zauważyłam Louis'a, który nie spał tylko czytał książkę Ben'a Elton'a popijając przy tym wodę. Był tak zaciekawiony książką, że nawet nie zauważył, że przeszłam do kuchni w poszukiwaniu jakichś tabletek od bólu głowy. Zaglądałam po wszystkich szafkach i nagle zauważyłam na samej górze apteczkę. Niestety należałam do niższych dziewcząt. Wdrapałam się na blat, już prawie dosięgłam apteczkę, ale na moje nieszczęście musiałam spaść, a za mną zwaliła się apteczka i inne rzeczy, które leżały na półce. U progu drzwi stał Louis opierający się o framugę drzwi i przyglądający mi się.
- Wiesz.. mogłaś poprosić mnie o pomoc - uśmiechnął się lekko nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Czytałeś i nie chciałam ci przeszkadzać, potrzebuję tylko tabletki przeciwbólowej, chyba przesadziłam z alkoholem. - niestety, nie mam silnej głowy jeśli chodzi o to. - Czemu zaniosłeś mnie do łóżka i sam jeszcze nie śpisz? - zapytałam spuszczając wzrok na moje stopy, nagle zrobiły się bardzo interesujące. Lou podszedł do mnie, uniósł delikatnie mój podbródek, tak że patrzyłam na niego i lekko pociągnął za moją brodę. Nawet nie zdałam sobie z tego sprawy, że przygryzam wargę.
- Zaniosłem ciebie, bo marzłaś na tej podłodze, a ja po prostu nie jestem zmęczony.
- Louis? - powiedziałam ledwo słyszalnie, ale chłopak całe szczęście to usłyszał. - zawieziesz mnie do domu rano?
- Raczej zostaniesz tu do powrotu twojej cioci, nie wybaczyłbym sobie gdyby miało ci się coś stać.
- Twierdzę, że to był tylko jakiś głupi dowcip, który miał mnie tylko wystraszyć, a ty z tego wszystkiego robisz jakiś dramat.
- Martwię się Cloe.. chcę dla ciebie jak najlepiej.
- Poważnie? jeżeli tak mówisz, odwieź mnie do domu i zakończmy naszą znajomość, nie rozumiesz tego, że nawet ciebie nie lubię? - odparłam, a on bez emocji odpowiedział:
- Cloe.. co z tego ile razy mi powiesz, że mnie nienawidzisz, jak bardzo żałujesz, że mnie poznałaś, ja i tak ciebie nie odwiozę, a ty raczej będziesz bała się teraz włóczyć po Doncaster o tej godzinie sama, na dodatek nie znając dobrze miasta.
- Powiedz mi czego ode mnie chcesz, dlaczego akurat ja? - powiedziałam dziwnym trafem dość spokojnie. Louis onieśmielał mnie nawet wtedy kiedy normalnie stał.
- Bo ty jesteś wyjątkowa - odparł.
- Każdej to mówisz, którą masz zamiar przelecieć, ale ja nie jestem taka łatwa jak ci się wydaje. Nigdy nie zamierzam się z tobą przespać, choćbyś był ostatnią osobą na tym zasranym świecie! - krzyknęłam, a on momentalnie pocałował mnie. Nikt mnie tak nigdy nie całował jak Louis, ale ja nie zamierzałam mu ulec. Nie odwzajemniłam pocałunku. Po chwili oderwał się ode mnie i starał się złapać oddech. Chciałam żeby nie przestawał, jego usta były takie doświadczone, miękkie. Ogólnie tego nie da się opisać jak się czułam. Chłopak odwrócił się ode mnie i wyszedł z kuchni. Ja jeszcze przez chwilę stałam nie ruszając się. Nagle otrząsnęłam się. Nalałam do kubka wodę i łyknęłam tabletkę. Chciałam żeby jak najszybciej ból głowy minął. Ruszyłam w stronę pokoju, ale gdy przeszłam przez salon Louis'a nie było. Zaglądnęłam do sypialni, nic. Pusto. Wyszłam na chwilę na zewnątrz i zobaczyłam bruneta, który w tej chwili palił i nad czymś rozmyślał. Nie chciałam mu przerywać, więc wróciłam do środka. Weszłam do sypialni i ułożyłam się na łóżku. Nie spałam, tylko myślałam o chwili, która miała miejsce kilka minut temu i o tym jak to wszystko się stało, że poznałam Lou. Byłam tak zamyślona, że nawet nie zdałam sobie z tego sprawy, że Louis położył się obok mnie i przytulił mnie tak jakbym miała mu zaraz gdzieś uciec. Chciałam zabrać jego rękę, ale ten nieco wzmocnił uścisk. Postanowiłam z nim nie walczyć. Nawet było przyjemnie, w jego towarzystwie czułam się bezpiecznie. Słyszałam jak Louis cicho chrapał. Wydawało się to słodkie. Za długo się nie wsłuchiwałam, bo sama zasnęłam.

Następnego dnia

Obudziłam się sama w łóżku Louis'a. Słyszałam tylko jakieś trzaski dobiegające z kuchni. Wstałam i wyszłam z pokoju kierując się do kuchni. Chłopak nie usłyszał tego, że usiadłam na stołku na przeciwko niego i wgapiałam się w jego plecy. Louis smażył naleśniki, podgwizdując coś sobie pod nosem.
- Dzień dobry maleńka - powiedział swoim lekko ochrypłym głosem.
- Cześć - odparłam bez emocji.
- Jesteś głodna? - odwrócił się do mnie i uśmiechnął się szyderczo. Nawet lubiłam sposób w jaki się do mnie uśmiechał.
- Nie - złapałam się za brzuch, żeby uciszyć mój wygłodniały żołądek. Louis położył pod mój nos dwa naleśniki z bitą śmietaną. Pachniały niesamowicie. - umm.. dzięki - odpowiedziałam nieśmiało.
- Dzisiaj Zayn wyprawia imprezkę u siebie w domu i my na nią idziemy.
- My? Ja się nigdzie nie wybieram. Jedyne miejsce, do którego teraz chciałabym iść to jest mój dom.
- Idziesz, czy tego chcesz czy nie. Nie będę dalej ci powtarzał, że do domu nie wrócisz. - Szczerze to nawet nie miałam ochoty się z nim kłócić od samego rana. Wolałam to przemilczeć.
- Kim jest Zayn?
- Mój przyjaciel z " gangu " jak to ty nazwałaś, kiedy mówiłaś przez sen. - O kurwa... to ja coś mówiłam? Natychmiastowo się zarumieniłam. - uważam, że to co mówiłaś było urocze - uśmiechnął się i czy ja dobrze zauważyłam? zarumienił się lekko? Postanowiłam to zignorować i więcej nie pytać.
- Louis, ja jutro mam szkołę, będę miała przypał jeśli nie wrócę przynajmniej do godziny 23..
- Dobrze, wrócisz o tej godzinie, ale pod warunkiem, że ja u ciebie zostanę dopóki nie zaśniesz. - wyszczerzyłam oczy. Chciałam to skomentować, ale darowałam sobie.
- Dobra. Nie zachowuj się jak mój rodzic, ok?
- Nie ma sprawy maleńka. - spojrzał na mój dekolt. Kurcze... zapomniałam, że nie mam na sobie stanika, tylko moją koszulkę, która niestety mogła ukazać mój stanik. A stanika na sobie nie miałam. Momentalnie zakryłam moje piersi rękoma i się zarumieniłam. Chciałam zapaść się pod ziemię. Louis zaczął się śmiać. Pierwszy raz słyszę jak śmieje się tak.. tak.. młodzieńczo? Od razu pokochałam ten śmiech.
- Co cię tak bawi?! - podniosłam ton.
- To, że pięknie wyglądasz, kiedy się przy mnie krępujesz. - uśmiechnął się uwodzicielsko, a ja myślałam, że zaraz spadnę z tego stołka. Zostało mi tylko wytrwać do wieczora.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdiał 3


Ostatnie dni minęły dość szybko, nie widziałam się z Louis'em co mnie bardzo cieszyło. Jest sobota i miałam iść z Dan i Liam'em na imprezę. Byłam podekscytowana wyjściem z domu. Mieszkam już w Doncaster tydzień i pół  nie wychodziłam z nikim prócz Dani. W Coldwater nie miałam żadnych przyjaciół oprócz jednej, ale raczej nie nazwałabym jej przyjaciółką. Zawsze mnie oszukiwała i obrabiała mi dupę za plecami, a za co? To dobre pytanie. Nagle dostałam sms'a:
" Cześć kochana, będziemy po ciebie z Liam'em za godzinę. Dan x "
Po chwili jej odpisałam:
" Już nie mogę się doczekać :) x "
Ruszyłam się z kanapy i poszłam do swojego pokoju, ale zanim weszłam po schodach, moją uwagę przykuła kartka, która leżała na blacie. Ciocia nie mogła mi jej zostawić, bo zostałam poinformowana, że jej nie będzie przez cały weekend. Podeszłam do blatu, wzięłam do ręki kartkę i moje serce zamarło..
" Obserwuję cię, niedługo się zabawimy. "
Ktoś jaja sobie robi? Czy ja coś komuś zrobiłam? Może to Louis? Ale on nie wie gdzie mieszkam.. chyba, że.. chyba, że on mnie śledzi. Co za cipa! Wkurzona poszłam do swojego pokoju, starając się zapomnieć o głupim żarcie Louis'a i zaczęłam się ubierać. Z szafy wyjęłam To Ubrałam to i poszłam zrobić do łazienki lekki makijaż. Zrobiłam roztrzepanego koka i byłam już gotowa. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Wzięłam torebkę i wrzuciłam do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Zbiegłam na dół i znalazłam się przy drzwiach. Otworzyłam je i jak się nie myliłam stali przede mną uśmiechnięci Liam i Danielle. Jejku, jak oni ładnie ze sobą wyglądają.
- Cześć wam - uśmiechnęłam się - Danielle pięknie wyglądasz, ty zresztą Liam tez niczego sobie - wyszczerzyłam się ukazując rząd moich białych zębów.
- Ty też żeś się odstawiła - odparła Dan uśmiechając się do niej. Kocham jej uśmiech, jest taka piękna.
- To idziemy? - zapytał uprzejmie Liam. Ruszyliśmy za nim. Szliśmy wolnym spacerem. Wieczór wydawał się spokojny, było ciepło. Miło mi się z nimi rozmawiało, ale to musiało się skończyć, ponieważ byliśmy już pod domem znajomego Liam'a, który urządził domówkę, było ponad 100 osób. Szczerze mówiąc, nigdy nie byłam na domówce, już raczej chodziłam do klubów. Weszliśmy do środka. Było czuć tam dym papierosowy, alkohol. Nie obchodziło mnie nic, chciałam się wyszaleć. Po godzinie już byłam podpita, ale nie tak podpita, żeby niczego nie pamiętać. Tańczyłam z kim popadnie. Zauważyłam jednego chłopaka, który przypatrywał mi się już od dłuższego czasu. Uśmiechnęłam się do niego seksownie na miarę moich możliwości i podeszłam do niego. Pociągnęłam go na parkiet i zaczęłam wywijać tyłkiem. Dotykał mnie delikatnie. Stałam odwrócona do niego, a on rękoma przytrzymywał moje biodra, muskając moją szyję. Tańczyło mi się z nim przyjemnie, więc czemu by nie zacząć się z nim spotykać? Po chwili poczułam, że chłopaka już nie było przy mnie, odwróciłam się zauważyłam, że chłopak bezradnie leży na podłodze, ale dlaczego? Nie chciało mi się wierzyć, ale zauważyłam Louis'a, który klęczał nad nim i klepał go po twarzy
- Nigdy więcej jej nie dotykaj, ona jest moja, jasne? - chłopak nie odpowiedział, a Louis to wielki chuj. Podszedł do mnie i wyprowadził mnie na zewnątrz. Nigdzie nie zauważyłam Dan i Liam'a, było mi przykro, że przeze mnie Louis pobił tego uroczego chłopaka.
- Puść mnie idioto! Za kogo ty się masz?! - krzyknęłam na niego i próbowałam wyrwać rękę z jego uscisku, ale on ścisnął ją jeszcze bardziej.
- Czy ty maleńka nie zdajesz sobie z tego sprawy, że ten idiota chciał ciebie tylko uwieść, żeby zaprowadzić cię do najbliższego pokoju i normalnie przelecieć jak należy? - powiedział wkurwiony i otworzył mi drzwi do swojego samochodu - wsiadaj - odparł, a ja popatrzyłam na niego jak na największego idiotę na świecie.
- Śmieszny jesteś. Nigdzie się z tobą nie wybieram, zamierzam się tu dobrze bawić, czy ci się to podoba czy nie. - odparłam z wyższością.
- Wsiadaj - powiedział to ze spokojem.
- Nie.
- Ok. - wziął mnie na ręce i posadził mnie na miejsce pasażera i zatrzasnął drzwi.
- Nienawidzę cię! Nawet się nie znamy, a robisz piekło z mojego życia, za kogo ty się masz?! nienawidzę takich ludzi jak ty! Powiedz mi co ma oznaczać kartka, którą mi podrzuciłeś?! - wybuchłam i patrzyłam na niego ze złością w oczach.
- Dziewczyno, uspokój się. I o jakiej kartce ty mówisz?
- Nie udawaj głupiego. Znam takich jak ty Louis. Na wszelki wypadek wzięłam ze sobą tą kartkę, weź i przeczytaj sobie - podałam mu, a on ją przeczytał.
- To nie moje pismo.
- Nie udawaj!
- Mówię poważnie. Musisz być ostrożna, bo ktoś ciebie obserwuje. Jest ktoś u ciebie w domu?
- Nie.. moja ciocia wróci dopiero rano w poniedziałek.
- Ciocia?
- Tak mieszkam z ciocią to jakiś problem?
- Nie, ale tak czy inaczej jedziemy do mnie.
- Co proszę?! - krzyknęłam. - Nigdzie z tobą nie jadę, wiem, że ta kartka jest od ciebie i chcesz mnie zawieźć do domu żeby mnie przelecieć, nie nabiorę się Louis! - nie odpowiedział mi na to, tylko skupił się na drodze. Ja do niego też się nie odzywałam. Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Louis wyszedł z auta i szybko go przebiegł, żeby pomóc mi wyjść. Otworzył drzwi, a ja szybko wyskoczyłam. Szłam za nim. Chłopak mieszkał w niedużym bloku, nie wyglądało na melinę. Ciekawi mnie gdzie on pracuje. Otworzył przede mną drzwi, a ja nabuzowana weszłam i usiadłam na kanapę. Siedziałam z założonymi rękami na piersi z miną jakbym chciała kogoś zabić. I była taka osoba. Louis. Usiadł obok mnie.
- Ja wcale nie jestem taki zły jak ci się wydaje. - odparł.
- Nie?! Louis, ja ciebie nawet nie znam! od tak sobie zakazujesz chłopakom żeby się do mnie nie zbliżali i uważasz, że jestem twoją własnością i jeszcze ta pierdolona kartka! mam tego wszystkiego dość, nawet nie wiesz jak ciebie nienawidzę! - wykrzyczałam mu to prosto w twarz. Szczerze? Nawet mnie to nie obchodziło co on sobie o tym pomyśli. Chciałam po prostu wyjść z tego mieszkania i już nigdy więcej go nie zobaczyć. Wstałam i chodziłam po pokoju w kółko. On też wstał i podszedł do mnie.
- Cloe.. uspokój się. Przysięgam na wszystko, że to nie ja wysłałem ci tą kartkę. Jeśli chciałbym ciebie przelecieć, nie stałbym tu jak głupi tylko od razu bym to zrobił. - zatkało mnie. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
- Louis, odwieź mnie do domu. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, boli mnie nawet to, że patrzę na ciebie. - po tych słowach uśmiechnął się do mnie drwiąco.
- Ja ci mówię, że niedługo zmienisz zdanie. - puścił do mnie oczko i poszedł w stronę swojej sypialni. Stałam na środku salonu z bezradną miną. Nagle chciałam umrzeć. Usiadłam w kąt i oparłam głowę o ścianę. Po długich namysłach, moje powieki zrobiły się ciężkie i po kilku minutach zasnęłam. Śniłam o tym, że nigdy nie poszłam do tego zasranego parku i nie spotkałam Louis'a. Piękny sen.

Rzodiał 2



Następnego dnia

Wstałam jakoś wcześniej, bez pomocy mojego budzika. Tak jak zawsze poszłam wziąć prysznic, ale nie za długo, bo nie było dość ciepłej wody, ale w letniej też było ok. Wyszłam spod prysznica i poszłam do pokoju.Ubrałam się w: ZESTAW Poszłam do łazienki się uczesać, ale gdy stanęłam na przeciwko lustra zamurowało mnie. Wielka malinka na szyi. No pięknie.. a zapomniałam o tym.. tym seksownym chłopaku, którego cholernie się bałam, ale nie zamierzałam się z nim spotykać. Co miało oznaczać stwierdzenie, że jestem JEGO. Nie jestem niczyją własnością, mam nadzieję, że go już nigdy nie zobaczę.Uczesałam się i zakryłam włosami moją szyję tak żeby ciocia nie zauważyła. Wzięłam torbę i zbiegłam na dół. Mojej cioci nie było w domu, zostawiła mi karteczkę:
" Cloe, będę jutro rano.. sprawy biznesowe, zrób zakupy xx ". Sama zrobię śniadanie. Była godzina 6.59 czyli mam dużo czasu. Zrobiłam dwie kanapki i herbatę. Szybko zjadłam. Zakluczyłam dom i szłam w kierunku szkoły. Kiedy już do niej doszłam, moją uwagę przykuła grupka chłopców paląca papierosy. Zauważyłam.. jak on tam.. Louis? Tak właśnie go zauważyłam, starałam się nie rzucać w oczy. Prawie weszłam do szkoły, ale poczułam czyjąś obecność za mną. No kurde!
- Znowu się widzimy maleńka - poczułam jak się i uśmiecha i odwróciłam się w jego stronę.
- Louis, tak? możesz mnie tak nie nazywać? - odepchnęłam go od siebie po czym on się lekko zaśmiał, tak że przeszły mnie ciarki na plecach.
- Pasuje to do ciebie - spojrzał na moją szyję, a ja momentalnie ją zakryłam włosami nie spuszczając z niego wzroku.
- Pierdol się - odwróciłam się i oddaliłam się od niego, ale złapał mnie za nadgarstek przysunął do siebie i przygwoździł do ściany.
- Nie uwolnisz się ode mnie, już nie długo będę sprawiał, że zaczniesz wołać moje imię - powiedział szepcząc i przygryzając płatek mojego ucha. Drżałam, ale nie zamierzałam się poddawać, żadnemu chłopakowi nie zaufam. A co to miało oznaczać, że zacznę krzyczeć jego imię? Niech się wali.
- Daj mi spokój - odepchnęłam go od siebie i weszłam wreszcie do szkoły kierując się na biologię. Szłam dość szybkim krokiem, byłam tym wszystkim nabuzowana i jedno o czym myślałam to tylko o Louis'ie. Nawet nie usłyszałam, że Danielle mnie woła. Powiedzieć jej, czy nie?
- Cloe! Czekaj! - dogoniła mnie i lekko dyszała.
- Dan.. przepraszam, zamyśliłam się.
- Z kim ty rozmawiałaś za drzwiami?
- Domyśl się, ugh..
- On?
- Tak.. powiem ci później, chodź teraz na biologię, bo będzie przypał jak się spóźnimy.
Lekcje ciągnęły się strasznie wolno. Został jeszcze lunch i angielski. Z Dan z miłą chęcią poszłyśmy na stołówkę nie tylko po to żeby coś zjeść, ale żeby posłuchać Liam'a. Jak zwykle śpiewał cudownie, szczerze to zazdrościłam mu talentu. Dan jak zwykle wgapiała się w niego, był przystojny. Szkoda, że Dan nie ma odwagi do niego zagadać.
- On jest taki cudoooowny... - powiedziała Dani rozmarzonym głosem.
- I właśnie idzie w naszą stronę - uśmiechnęłam się do niej.
- O matko! jak wyglądam?
- Jak zwykle ślicznie - powiedziałam chichocząc.
- Cześć dziewczyny - przysiadł się do nas Liam i uśmiechnął się do Dani.
- Cześć jestem Cloe, a to Danielle - przedstawiłam nas grzecznie.
- No ten.. tak.. to ja.. mów mi Dan - uśmiechnęła się nieśmiało, a on to zauważył.
- Ok Dan.. może chciałabyś iść ze mną na dyskotekę w tą sobotę? Jeśli Cloe ma ochotę to niech też idzie - uśmiechnął się. Dan ma takie szczęście.
- Ja chętnie pójdę - odparłam.
- Ok.. - powiedziała nieśmiało Dan, rumieniąc się
- Chodź odprowadzę cię na lekcję - uśmiechnął się, wstał i poszedł z Dan w stronę klasy. Ja po chwili też się ruszyłam. Lekcja minęła całe szczęście szybko. Po szkole musiałam iść zrobić zakupy tak jak mnie o to ciocia prosiła, ale zaraz.. Nie znam do końca tego miasta.. kurcze. Myślę, że poradzę sobie. Szłam cały czas prosto, a na podwórku zrobiło się zimniej niż było wcześniej. Szłam i szłam. Nie wiem gdzie się znajdowałam. Zabłądziłam. Nie było żadnego przechodnia, żeby zapytać się o drogę. Zaczęłam się wracać, ale jakaś nieznajoma mi twarz nie pozwoliła mi przejść.
- Panna nie boi się chodzić sama, takimi ulicami? - uśmiechnął się do mnie. Bałam się go, urodą nie grzeszył. Miał kilka kilogramów nadwagi, zielone oczy, blond włosy krótko ścięte i nos jak " kartofel ". Nie mój typ.
- Umm przepraszam, że zakłóciłam spokój życiem na tej ulicy, ale tylko zabłądziłam.. mógłby pan mi powiedzieć, jak dotrzeć tu do jakiegoś sklepu?
- Chodź za mną - odwrócił się ode mnie i prowadził mnie wgłąb tej strasznej ulicy. Nagle znalazłam się przy jakimś bloku. Jedna, wielka melina.
- To raczej nie jest sklep... - powiedziałam drżącym głosem.
- Doprawdy? - przywarł do mnie swoim ciałem. Zaczęłam się wiercić. Ja to mam pecha.
- Pomocy!! czy ktoś mnie tu słyszy!!? - walnął mnie w twarz gdy krzyknęłam.
- Zamknij się głupia suko, nikt cię tu nie usłyszy, ta ulica, to jedno, wielkie zadupie - jego ręka wędrowała po moim udzie, a usta przygryzały skórkę mojej szyi. Druga dłonią zakrył mi usta żebym nie krzyczała. Z moich oczu zaczęły płynąć wielkie łzy. Czyli znowu miałam zostać zgwałcona? Nagle poczułam, że nie ma go obok. Otworzyłam szerzej oczy i zobaczyłam... Louis'a?
- Ty pierdolony dziwkarzu! - Louis okładał go pięściami po twarzy. Stałam i patrzyłam, aż nagle postanowiłam zareagować.
- Przestań Louis!! Zabijesz go! - podeszłam do niego i zaczęłam go odciągać. Louis po chwili wstał i ostatni raz kopnął go w żołądek.
- Masz szczęście skurwielu - powiedział oschle Louis w jego stronę, a leżący plunął krwią i zwinął się z bólu jeszcze bardziej. Louis wziął mnie za rękę i ciągnął za sobą.
- Mogłeś go zabić.. - powiedziałam cicho.
- Co ty tu robisz?! Wiesz, ile tu jest zboczeńców takich jak Alex?! - Alex.. tak ten koleś miał na imię.
- Jejku, przepraszam, że zabłądziłam! Jestem tu nowa kolego- powiedziałam z amerykańskim akcentem.
- Masz szczęście, że tędy przechodziłem. - jego ton uspokoił się i spojrzał na mnie jakby się... martwił?
- Dzięki, ale sama poradziłabym sobie - powiedziałam z wyższością.
- Właśnie zauważyłem - odpowiedział, a ja sprawdzałam godzinę w telefonie. 17.01. Nagle nie miałam telefonu już w rękach, bo trzymał go brunet i coś wstukiwał. Nagle zadzwonił jego telefon. Co on robi?
- Ok. Mam już twój numer maleńka - puścił do mnie oczko i byliśmy już niedaleko szkoły, czułam się bezpiecznie w jego towarzystwie, ale i tak cholernie się go bałam.
- Do zobaczenia kochanie - popatrzył na mnie tym swoim onieśmielającym spojrzeniem, a ja patrzyłam jak odchodzi. Boję się go.. Zaczęłam biec w stronę domu, po jakichś 10 minutach byłam już pod domem nieźle zdyszana. Czy już naprawdę nie zaznam spokoju? Weszłam do domu i opadłam na kanapę. Momentalnie zasnęłam śniąc o chłopaku z turkusowymi oczami.

Lou's POV

Szedłem w stronę mieszkania, zadowolony z siebie, że uratowałem Cloe i zdobyłem jej numer, choć ona  była na mnie wkurwiona. I tak ją lubię, jest inna niż te wszystkie dziewczyny, które przeleciałem. Tak miałem ochotę ją pieprzyć, a może i coś więcej niż samo pieprzenie? W jej oczach było widać tą nieufność do ludzi.. bała się mnie i to mnie pociągało. Wszedłem do domu i z zamyśleń wyrwał mnie krzyk chłopaków.
- Louis! gdzieś ty był? patrz jaki mamy towar - powiedział już nieźle zjarany Hazz, uwielbiałem go tak jak Zayn'a i Niall'a, ale go chyba najbardziej. Był jak brat.
- A tu i ówdzie. - podszedłem do nich i usiadłem obok Niall'a.
- Jeszcze pytasz gdzie był.. Dziewczyna o imieniu Cole, ciebie porwała? Też jest taka łatwa jak inne. - powiedział Niall chichocząc.
- Nie.. ona nie jest taka. Postawiła mi się i to mnie kręci. Jeszcze ją przelecę. - powiedziałem rozmarzonym głosem. - No.. to pokażcie co wy tu macie. - Wziąłem od Zayn'a bucha i rozpływałem się mając przed sobą jeden obraz. Cloe.