Przepraszam, ale aktualnie zepsuł mi się komputer i nie jestem w stanie dodawać postów.
wtorek, 27 sierpnia 2013
niedziela, 25 sierpnia 2013
Rozdiał 5
Czekałem aż Cloe skończy brać prysznic. Żeby nie marnować czasu zadzwoniłem do Hazz'y:
- Harry!
- Louis! - po tym jak zwykle zaczęliśmy się śmiać.
- Dzwonię do ciebie, żeby zapytać się czy będziesz dzisiaj u Zayn'a. Wiesz, bez ciebie nie byłoby najlepszej zabawy na jakiejkolwiek imprezie.
- Louis, nawet nie wiesz jak mi schlebiasz - zaczął się śmiać. - Oczywiście, że będę. Nie straciłbym takiej okazji na wyrwanie jakiejś kolejnej sztuki. Ostatnio jakoś nie miałem szczęścia, ale czuję, że dziś to mój dzień. Powiedz jak tam twoja dziwka? - uśmiał się, a ja mu przerwałem.
- Harry, nie nazywaj jej tak. Jest trudna, jakoś nie łatwo mi się do niej dobrać. Zawsze udawało mi się uwieźć, ale ta jest wyjątkowa. Coś w niej jest.
- Ja bym na twoim miejscu już dawno się poddał. Zależy ci? - zapytał mnie, a ja nawet nie wiedziałem co miałem mu odpowiedzieć.
- Oczywiście, że nie. Próbuję się tylko do niej dobrać. Wiesz.. nigdy się nie poddaję. - Nawet nie wiem czemu okłamałem Harr'ego, ale czy na pewno go okłamałem? Już sam się w tym wszystkim zagubiłem. Nagle usłyszałem, że z łazienki wychodzi brunetka.
- Eemm dobra stary, muszę lecieć. Do zobaczenia. - Rozłączyłem się z czego Harry nie mógł się pożegnać. Cloe stała u progu łazienki w samym ręczniku. Od razu się zarumieniła kiedy na nią spojrzałem. Miała mokre włosy. W każdym wydaniu była piękna.
- Jak tam maleńka, lepiej ci? - Uśmiechnąłem się uwodzicielsko. Ona jak zwykle odpowiedziała mi bez emocji.
- Nie, bo dalej jestem tutaj z tobą. - odparła.
- Maleńka, nie zapominaj, że jesteś mi coś dłużna. Uratowałem ciebie od gwałtu, a ty tak mi się odwdzięczasz. - Powiedziałem z wyższością.
- Już ci mówiłam, że poradziłabym sobie lepiej nawet bez twojej pomocy.
- Oczywiście. - Odpowiedziałem z drwiną.
- Louis, możesz trochę grzeczniej?
- Przecież ja jestem bardzo grzeczny. - Odpowiedziałem z rozbawieniem, a ta popatrzyła na mnie jakby chciała mnie zabić.
Cloe's POV
Wieczór
Nareszcie wieczór. Jedno na co czekałam, to moje wygodne łóżko. Miałam dość towarzystwa Louis'a. Cieszyło mnie to, że przynajmniej namówiłam go żeby na chwilę zajechać do mojego domu, żebym mogła się przebrać. Kiedy weszliśmy do mojego domu, chłopak rozglądał się po wszystkich stronach.
- Ładnie tu masz.
- Idziesz? - Zignorowałam jego komplement. Nagle Louis bez zastanowienia ruszył tuż za mną do mojego pokoju. Podeszłam do szafy, a Louis wpatrywał się w moje łóżko jak zahipnotyzowany. Trwało to już dłuższą chwilę, aż podeszłam do niego i uszczypnęłam go. Ocknął się od razu.
- No Cloe, jeśli chcesz się do mnie dobrać, to trzeba było od razu zapytać. - Zaśmiał się, a ja jedynie wywróciłam teatralnie oczyma. Brunet usiadł na łóżku i przyglądał się każdym moim poczynaniom. Krępowało mnie to. Starałam się nie zwracać uwagi na to, że Louis wgapia się w mój tyłek, tylko wyciągnęłam z szafy moją ulubioną miętową sukienkę do kolana, na ramiączkach i skierowałam się w stronę łazienki. Zatrzymał mnie głos Lou.
- Wiesz Cloe, naprawdę nie będzie to żaden problem jeżeli przebierzesz się tutaj. - Poruszył brwiami, a ja strzeliłam buraka i odparłam:
- Świnia. - Louis zaczął uroczo się śmiać, a ja wyszłam z pokoju i skierowałam się do łazienki. Uśmiechnęłam się do siebie tylko nie wiedzieć czemu? Po kilku minutach byłam już gotowa. Louis czekał na mnie w salonie. Miał na sobie czarną koszulkę, która opinała jego tors, jasne jeansowe spodnie rurki i czarne vansy. Koszulka, którą miał na sobie, odkrywała jego tatuaże. Jego włosy były ułożone w taki sposób, jakby niedawno zakończył dobrze udany sex. Wyglądał seksownie. Po chwili się otrząsnęłam, a Louis zaczął się śmiać, gdyż zauważył, że właśnie gapiłam się na niego.
- Jesteś taka urocza. - Odparł.
- Jesteś taki wkurzający. - Odpowiedziałam tak żeby go zdenerwować, niestety nie udało mi się. Zamknęłam za sobą drzwi, ale przed tym na wszelki wypadek sprawdziłam wszystkie okna, czy aby na pewno są dobrze zamknięte. Tak na wszelki wypadek. Droga do domu Zayn'a zajęła nam jakieś 20 minut. Cała droga została przemilczana i jakoś mi to nie przeszkadzało. Dom Zayn nie był za duży ani za mały. Był w sam raz i raczej nie mieszkał z rodzicami. Weszliśmy do środka. Szłam za Louis'em przed obawą, że mogę się zgubić w tym tłumie tańczących ludzi. Poza tym nie mogłabym się zgubić. Louis mocno trzymał mnie za rękę, na początku wyrywałam się, ale nie lubię się z nim droczyć.
- Loueeeeh! - krzyknął zadowolony brunet z burzą loków na głowie. Zapewne to był Harry.
- Harreeeh! - podszedł do niego i się przytulili po przyjacielsku. Harry wydawał mi się seksowny tak jak Louis, ale chyba bardziej milszy od niego.
- Louis, pochwal się swoją zdobyczą. - Spojrzał się na mnie zielonooki i uśmiechnął się.
- Wypraszam to sobie. - Odpowiedziałam lekko zdenerwowana tym jak mnie nazwał Harry. " Zdobycz? " A co ja jestem jakąś rzeczą?!
- Harry, to jest Cloe - Przedstawił nas sobie Louis. - Harry zaopiekuj się Cloe, ja zaraz wrócę. - I nagle Lou zniknął gdzieś w tłumie ludzi. Stałam lekko skrępowana, gdyż brunet patrzył się na mnie i się uśmiechał ukazując rząd białych zębów.
- Mała, nie musisz być taka spięta przy mnie. - Lekko walnął mnie pięścią w ramię żebym się wyluzowała. Jakoś od razu go polubiłam. - No, to powiedz mi jak to jest z Lou?
- Harry, a na co ty liczysz? Z Louis'em nic nie ma i nie będzie. Nie lubię go. - Jakoś zabolały mnie te słowa.
- Czemu nie dasz mu szansy, nawet nie widzisz tego jak stara się żebyś go polubiła.
- Ohh żebym wskoczyła mu do łóżka całkiem nago, dlatego się tak stara.. Harry nie namawiaj mnie, ja znam go ledwie tydzień, nie wiem co on we mnie widzi. Nic o nim nie wiem. Czuję się przy nim nieswojo.. - odparłam i spuściłam wzrok w podłogę.
- Cloe, ja nie będę ciebie do niczego namawiał. Rozumiem co teraz czujesz, to już będzie od ciebie zależało co zrobisz. Powiem ci tyle, że odkąd Lou ciebie poznał zmienił się. To znaczy nie zmienił się tak bardzo, ale jeśli chodzi o dziewczyny.. Wcześniej to się tylko zabawiał i każdą dziewczynę, którą poznał przeleciał, i rano już nie było jej przy nim. Budził się sam. Te całe jego życie to była jakaś wielka rutyna, z której nie potrafił wyjść.
- Harry, ja nie zmienię swojego zdania na jego temat. Niczym mnie to nie przekonuje. Dziękuję mu tylko za to, że uratował mnie od ponownego zgwałcenia.. - Chwila... co ja powiedziałam?!
- Co? To ktoś już ciebie wcześniej zgwałcił? To znaczy, już nie jesteś dziewicą? - Harry stał z szokiem na twarzy, ale ja starałam się go uspokoić.
- Tak.. nie jestem dziewicą fizycznie, ale psychicznie owszem. Tylko błagam, nie mów nic dla Louis'a nie chcę, żeby wiedział o mnie dużo.
- Nie ma sprawy maleńka. - Puścił do mnie oczko i spojrzał w inne miejsce. Ja powędrowałam za jego wzrokiem. Patrzył na Louis'a, który właśnie stał za mną. Mam nadzieję, że niczego nie słyszał.
- No i jak się bawicie? - Zapytał Louis z uśmiechem na twarzy.
- Harry jest bardzo miły. - Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się, on oczywiście odwzajemnił uśmiech i poszedł gdzie indziej, widocznie uznał, że tylko by nam przeszkadzał. - Wybacz Lou, muszę się przewietrzyć. - Ominęłam go i wyszłam na dwór. Na reszcie mogłam oddychać. Oparłam się o ścianę budynku i zamknęłam oczy, miałam przed sobą twarz Louis'a, ale też Harr'rgo. Nie za długo postałam sobie w spokoju.
- No, no, no, co my tu mamy za okaz. - Powiedział blondyn, przybliżając się do mnie z grupką swoich kolegów. Śmierdziało od nich papierosami i narkotykami. - Co taka ładna dziewczyna, robi tu sama? - przybliżył się jeszcze bliżej i dotknął swoją dłonią mojego policzka. Był wyższy ode mnie co najmniej o głowę.
- Umm, nie jestem tu sama, jestem tu ze znajomym i raczej nie będzie zadowolony jeżeli zaraz nie wrócę, więc przepraszam was chłopcy. - Chciałam go wyminąć i wrócić do środka, ale na moje nieszczęście blondyn złapał mnie za nadgarstek i przygwoździł do ściany. Drżałam ze strachu. Moje życie wyglądało o wiele lepiej, kiedy nie było w nim Louis'a.
- Daj mi spokój, nie mam ochoty na zabawy z takim jak ty! Nie jestem dziwką! - Wykrzyczałam mu to prosto w twarz i próbowałam się wyrwać od niego.
- Nie tak szybko. - Przygryzł swoją wargę, a ja zamknęłam oczy.
- Louis!! Pomóż mi błagam! - Krzyczałam , ale wątpię żeby mnie usłyszał, gdyż z domu wydobywała się głośna muzyka. Blondyn uciszył mnie pocałunkiem. Był on niedoświadczony. Całował dość niechlujnie, a ja nie potrafiłam go odepchnąć, więc postanowiłam przeczekać tą żałosną chwilę. Zanim się obejrzałam blondyna nie było. Odepchnął go ode mnie jakiś mulat. Był bardzo przystojny.
- Nie zbliżaj się do niej, bo następnym razem to nie ze mną będziesz miał do czynienia. - Ostrzegł go ciemnowłosy przystojniak i przybliżył się do mnie.
- Ty pewnie jesteś Cloe. Zayn. - Przedstawił się, a ja lekko się uśmiechnęłam.
- Dziękuję ci Zayn.
- Drobiazg. Gdzie jest Louis, że jesteś tu sama? - Zapytał.
- W środku, chciałam się przewietrzyć, ale widocznie jak zwykle mam pecha. - Zaśmiałam się. Z Zayn'em weszliśmy do środka, gdzie czekał na mnie nieźle wściekły Louis. Ale co ja takiego zrobiłam? Patrzył na Zayn'a, który obejmował moje biodro. Podszedł do nas niebezpiecznie szybko i zerwał rękę Zayna z mojego biodra.
- Louis uspokój się, to nie jest tak jak ci się wydaje. - Zayn starał się go uspokoić, ale jakoś na marne, bo dostał od niego w łuk brwiowy. Chłopak upadł na ziemię, a ja stałam sparaliżowana, zupełnie nie wiedząc co mam teraz zrobić.
- Nie próbuj jej dotykać! Ona jest moja! Kurwa, czy trudno wam to aż tak zrozumieć ?! - Krzyknął w stronę Zayn'a wkurzony Louis. Ja wybiegłam z mieszkania ze łzami w oczach. Miałam tego wszystkiego dość. Żeby droga zleciała mi szybciej, zdjęłam moje szpilki i biegłam. Słyszałam tylko jak Louis krzyczy za mną żebym się zatrzymała, ale ja już nie zamierzałam się zatrzymać. Miałam go dość.
piątek, 23 sierpnia 2013
Rozdiał 4
Obudziłam się nie wiedziałam gdzie jestem, aż w końcu Sobie przypomniałam, że znajduję się w domu Louis'a. Ale zaraz.. przecież zasnęłam zupełnie w innym pomieszczeniu, a teraz znajduję się chyba w chłopaka sypialni, tylko, że bez Louis'a. Wstałam i szukałam swojej torebki, aż znalazłam ją na krześle obok biurka. Wzięłam telefon i sprawdziłam godzinę. Była równo 3.00. Nie mogłam dalej spać, ponieważ bolała mnie głowa, od wcześniej wypitego przeze mnie alkoholu. Ujrzałam, że drzwi od pokoju nie były do końca zamknięte. Skierowałam się do nich i wyszłam do salonu, gdzie zauważyłam Louis'a, który nie spał tylko czytał książkę Ben'a Elton'a popijając przy tym wodę. Był tak zaciekawiony książką, że nawet nie zauważył, że przeszłam do kuchni w poszukiwaniu jakichś tabletek od bólu głowy. Zaglądałam po wszystkich szafkach i nagle zauważyłam na samej górze apteczkę. Niestety należałam do niższych dziewcząt. Wdrapałam się na blat, już prawie dosięgłam apteczkę, ale na moje nieszczęście musiałam spaść, a za mną zwaliła się apteczka i inne rzeczy, które leżały na półce. U progu drzwi stał Louis opierający się o framugę drzwi i przyglądający mi się.
- Wiesz.. mogłaś poprosić mnie o pomoc - uśmiechnął się lekko nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Czytałeś i nie chciałam ci przeszkadzać, potrzebuję tylko tabletki przeciwbólowej, chyba przesadziłam z alkoholem. - niestety, nie mam silnej głowy jeśli chodzi o to. - Czemu zaniosłeś mnie do łóżka i sam jeszcze nie śpisz? - zapytałam spuszczając wzrok na moje stopy, nagle zrobiły się bardzo interesujące. Lou podszedł do mnie, uniósł delikatnie mój podbródek, tak że patrzyłam na niego i lekko pociągnął za moją brodę. Nawet nie zdałam sobie z tego sprawy, że przygryzam wargę.
- Zaniosłem ciebie, bo marzłaś na tej podłodze, a ja po prostu nie jestem zmęczony.
- Louis? - powiedziałam ledwo słyszalnie, ale chłopak całe szczęście to usłyszał. - zawieziesz mnie do domu rano?
- Raczej zostaniesz tu do powrotu twojej cioci, nie wybaczyłbym sobie gdyby miało ci się coś stać.
- Twierdzę, że to był tylko jakiś głupi dowcip, który miał mnie tylko wystraszyć, a ty z tego wszystkiego robisz jakiś dramat.
- Martwię się Cloe.. chcę dla ciebie jak najlepiej.
- Poważnie? jeżeli tak mówisz, odwieź mnie do domu i zakończmy naszą znajomość, nie rozumiesz tego, że nawet ciebie nie lubię? - odparłam, a on bez emocji odpowiedział:
- Cloe.. co z tego ile razy mi powiesz, że mnie nienawidzisz, jak bardzo żałujesz, że mnie poznałaś, ja i tak ciebie nie odwiozę, a ty raczej będziesz bała się teraz włóczyć po Doncaster o tej godzinie sama, na dodatek nie znając dobrze miasta.
- Powiedz mi czego ode mnie chcesz, dlaczego akurat ja? - powiedziałam dziwnym trafem dość spokojnie. Louis onieśmielał mnie nawet wtedy kiedy normalnie stał.
- Bo ty jesteś wyjątkowa - odparł.
- Każdej to mówisz, którą masz zamiar przelecieć, ale ja nie jestem taka łatwa jak ci się wydaje. Nigdy nie zamierzam się z tobą przespać, choćbyś był ostatnią osobą na tym zasranym świecie! - krzyknęłam, a on momentalnie pocałował mnie. Nikt mnie tak nigdy nie całował jak Louis, ale ja nie zamierzałam mu ulec. Nie odwzajemniłam pocałunku. Po chwili oderwał się ode mnie i starał się złapać oddech. Chciałam żeby nie przestawał, jego usta były takie doświadczone, miękkie. Ogólnie tego nie da się opisać jak się czułam. Chłopak odwrócił się ode mnie i wyszedł z kuchni. Ja jeszcze przez chwilę stałam nie ruszając się. Nagle otrząsnęłam się. Nalałam do kubka wodę i łyknęłam tabletkę. Chciałam żeby jak najszybciej ból głowy minął. Ruszyłam w stronę pokoju, ale gdy przeszłam przez salon Louis'a nie było. Zaglądnęłam do sypialni, nic. Pusto. Wyszłam na chwilę na zewnątrz i zobaczyłam bruneta, który w tej chwili palił i nad czymś rozmyślał. Nie chciałam mu przerywać, więc wróciłam do środka. Weszłam do sypialni i ułożyłam się na łóżku. Nie spałam, tylko myślałam o chwili, która miała miejsce kilka minut temu i o tym jak to wszystko się stało, że poznałam Lou. Byłam tak zamyślona, że nawet nie zdałam sobie z tego sprawy, że Louis położył się obok mnie i przytulił mnie tak jakbym miała mu zaraz gdzieś uciec. Chciałam zabrać jego rękę, ale ten nieco wzmocnił uścisk. Postanowiłam z nim nie walczyć. Nawet było przyjemnie, w jego towarzystwie czułam się bezpiecznie. Słyszałam jak Louis cicho chrapał. Wydawało się to słodkie. Za długo się nie wsłuchiwałam, bo sama zasnęłam.
Następnego dnia
Obudziłam się sama w łóżku Louis'a. Słyszałam tylko jakieś trzaski dobiegające z kuchni. Wstałam i wyszłam z pokoju kierując się do kuchni. Chłopak nie usłyszał tego, że usiadłam na stołku na przeciwko niego i wgapiałam się w jego plecy. Louis smażył naleśniki, podgwizdując coś sobie pod nosem.
- Dzień dobry maleńka - powiedział swoim lekko ochrypłym głosem.
- Cześć - odparłam bez emocji.
- Jesteś głodna? - odwrócił się do mnie i uśmiechnął się szyderczo. Nawet lubiłam sposób w jaki się do mnie uśmiechał.
- Nie - złapałam się za brzuch, żeby uciszyć mój wygłodniały żołądek. Louis położył pod mój nos dwa naleśniki z bitą śmietaną. Pachniały niesamowicie. - umm.. dzięki - odpowiedziałam nieśmiało.
- Dzisiaj Zayn wyprawia imprezkę u siebie w domu i my na nią idziemy.
- My? Ja się nigdzie nie wybieram. Jedyne miejsce, do którego teraz chciałabym iść to jest mój dom.
- Idziesz, czy tego chcesz czy nie. Nie będę dalej ci powtarzał, że do domu nie wrócisz. - Szczerze to nawet nie miałam ochoty się z nim kłócić od samego rana. Wolałam to przemilczeć.
- Kim jest Zayn?
- Mój przyjaciel z " gangu " jak to ty nazwałaś, kiedy mówiłaś przez sen. - O kurwa... to ja coś mówiłam? Natychmiastowo się zarumieniłam. - uważam, że to co mówiłaś było urocze - uśmiechnął się i czy ja dobrze zauważyłam? zarumienił się lekko? Postanowiłam to zignorować i więcej nie pytać.
- Louis, ja jutro mam szkołę, będę miała przypał jeśli nie wrócę przynajmniej do godziny 23..
- Dobrze, wrócisz o tej godzinie, ale pod warunkiem, że ja u ciebie zostanę dopóki nie zaśniesz. - wyszczerzyłam oczy. Chciałam to skomentować, ale darowałam sobie.
- Dobra. Nie zachowuj się jak mój rodzic, ok?
- Nie ma sprawy maleńka. - spojrzał na mój dekolt. Kurcze... zapomniałam, że nie mam na sobie stanika, tylko moją koszulkę, która niestety mogła ukazać mój stanik. A stanika na sobie nie miałam. Momentalnie zakryłam moje piersi rękoma i się zarumieniłam. Chciałam zapaść się pod ziemię. Louis zaczął się śmiać. Pierwszy raz słyszę jak śmieje się tak.. tak.. młodzieńczo? Od razu pokochałam ten śmiech.
- Co cię tak bawi?! - podniosłam ton.
- To, że pięknie wyglądasz, kiedy się przy mnie krępujesz. - uśmiechnął się uwodzicielsko, a ja myślałam, że zaraz spadnę z tego stołka. Zostało mi tylko wytrwać do wieczora.
czwartek, 22 sierpnia 2013
Rozdiał 3
" Cześć kochana, będziemy po ciebie z Liam'em za godzinę. Dan x "
Po chwili jej odpisałam:
" Już nie mogę się doczekać :) x "
Ruszyłam się z kanapy i poszłam do swojego pokoju, ale zanim weszłam po schodach, moją uwagę przykuła kartka, która leżała na blacie. Ciocia nie mogła mi jej zostawić, bo zostałam poinformowana, że jej nie będzie przez cały weekend. Podeszłam do blatu, wzięłam do ręki kartkę i moje serce zamarło..
" Obserwuję cię, niedługo się zabawimy. "
Ktoś jaja sobie robi? Czy ja coś komuś zrobiłam? Może to Louis? Ale on nie wie gdzie mieszkam.. chyba, że.. chyba, że on mnie śledzi. Co za cipa! Wkurzona poszłam do swojego pokoju, starając się zapomnieć o głupim żarcie Louis'a i zaczęłam się ubierać. Z szafy wyjęłam To Ubrałam to i poszłam zrobić do łazienki lekki makijaż. Zrobiłam roztrzepanego koka i byłam już gotowa. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Wzięłam torebkę i wrzuciłam do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Zbiegłam na dół i znalazłam się przy drzwiach. Otworzyłam je i jak się nie myliłam stali przede mną uśmiechnięci Liam i Danielle. Jejku, jak oni ładnie ze sobą wyglądają.
- Cześć wam - uśmiechnęłam się - Danielle pięknie wyglądasz, ty zresztą Liam tez niczego sobie - wyszczerzyłam się ukazując rząd moich białych zębów.
- Ty też żeś się odstawiła - odparła Dan uśmiechając się do niej. Kocham jej uśmiech, jest taka piękna.
- To idziemy? - zapytał uprzejmie Liam. Ruszyliśmy za nim. Szliśmy wolnym spacerem. Wieczór wydawał się spokojny, było ciepło. Miło mi się z nimi rozmawiało, ale to musiało się skończyć, ponieważ byliśmy już pod domem znajomego Liam'a, który urządził domówkę, było ponad 100 osób. Szczerze mówiąc, nigdy nie byłam na domówce, już raczej chodziłam do klubów. Weszliśmy do środka. Było czuć tam dym papierosowy, alkohol. Nie obchodziło mnie nic, chciałam się wyszaleć. Po godzinie już byłam podpita, ale nie tak podpita, żeby niczego nie pamiętać. Tańczyłam z kim popadnie. Zauważyłam jednego chłopaka, który przypatrywał mi się już od dłuższego czasu. Uśmiechnęłam się do niego seksownie na miarę moich możliwości i podeszłam do niego. Pociągnęłam go na parkiet i zaczęłam wywijać tyłkiem. Dotykał mnie delikatnie. Stałam odwrócona do niego, a on rękoma przytrzymywał moje biodra, muskając moją szyję. Tańczyło mi się z nim przyjemnie, więc czemu by nie zacząć się z nim spotykać? Po chwili poczułam, że chłopaka już nie było przy mnie, odwróciłam się zauważyłam, że chłopak bezradnie leży na podłodze, ale dlaczego? Nie chciało mi się wierzyć, ale zauważyłam Louis'a, który klęczał nad nim i klepał go po twarzy
- Nigdy więcej jej nie dotykaj, ona jest moja, jasne? - chłopak nie odpowiedział, a Louis to wielki chuj. Podszedł do mnie i wyprowadził mnie na zewnątrz. Nigdzie nie zauważyłam Dan i Liam'a, było mi przykro, że przeze mnie Louis pobił tego uroczego chłopaka.
- Puść mnie idioto! Za kogo ty się masz?! - krzyknęłam na niego i próbowałam wyrwać rękę z jego uscisku, ale on ścisnął ją jeszcze bardziej.
- Czy ty maleńka nie zdajesz sobie z tego sprawy, że ten idiota chciał ciebie tylko uwieść, żeby zaprowadzić cię do najbliższego pokoju i normalnie przelecieć jak należy? - powiedział wkurwiony i otworzył mi drzwi do swojego samochodu - wsiadaj - odparł, a ja popatrzyłam na niego jak na największego idiotę na świecie.
- Śmieszny jesteś. Nigdzie się z tobą nie wybieram, zamierzam się tu dobrze bawić, czy ci się to podoba czy nie. - odparłam z wyższością.
- Wsiadaj - powiedział to ze spokojem.
- Nie.
- Ok. - wziął mnie na ręce i posadził mnie na miejsce pasażera i zatrzasnął drzwi.
- Nienawidzę cię! Nawet się nie znamy, a robisz piekło z mojego życia, za kogo ty się masz?! nienawidzę takich ludzi jak ty! Powiedz mi co ma oznaczać kartka, którą mi podrzuciłeś?! - wybuchłam i patrzyłam na niego ze złością w oczach.
- Dziewczyno, uspokój się. I o jakiej kartce ty mówisz?
- Nie udawaj głupiego. Znam takich jak ty Louis. Na wszelki wypadek wzięłam ze sobą tą kartkę, weź i przeczytaj sobie - podałam mu, a on ją przeczytał.
- To nie moje pismo.
- Nie udawaj!
- Mówię poważnie. Musisz być ostrożna, bo ktoś ciebie obserwuje. Jest ktoś u ciebie w domu?
- Nie.. moja ciocia wróci dopiero rano w poniedziałek.
- Ciocia?
- Tak mieszkam z ciocią to jakiś problem?
- Nie, ale tak czy inaczej jedziemy do mnie.
- Co proszę?! - krzyknęłam. - Nigdzie z tobą nie jadę, wiem, że ta kartka jest od ciebie i chcesz mnie zawieźć do domu żeby mnie przelecieć, nie nabiorę się Louis! - nie odpowiedział mi na to, tylko skupił się na drodze. Ja do niego też się nie odzywałam. Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Louis wyszedł z auta i szybko go przebiegł, żeby pomóc mi wyjść. Otworzył drzwi, a ja szybko wyskoczyłam. Szłam za nim. Chłopak mieszkał w niedużym bloku, nie wyglądało na melinę. Ciekawi mnie gdzie on pracuje. Otworzył przede mną drzwi, a ja nabuzowana weszłam i usiadłam na kanapę. Siedziałam z założonymi rękami na piersi z miną jakbym chciała kogoś zabić. I była taka osoba. Louis. Usiadł obok mnie.
- Ja wcale nie jestem taki zły jak ci się wydaje. - odparł.
- Nie?! Louis, ja ciebie nawet nie znam! od tak sobie zakazujesz chłopakom żeby się do mnie nie zbliżali i uważasz, że jestem twoją własnością i jeszcze ta pierdolona kartka! mam tego wszystkiego dość, nawet nie wiesz jak ciebie nienawidzę! - wykrzyczałam mu to prosto w twarz. Szczerze? Nawet mnie to nie obchodziło co on sobie o tym pomyśli. Chciałam po prostu wyjść z tego mieszkania i już nigdy więcej go nie zobaczyć. Wstałam i chodziłam po pokoju w kółko. On też wstał i podszedł do mnie.
- Cloe.. uspokój się. Przysięgam na wszystko, że to nie ja wysłałem ci tą kartkę. Jeśli chciałbym ciebie przelecieć, nie stałbym tu jak głupi tylko od razu bym to zrobił. - zatkało mnie. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
- Louis, odwieź mnie do domu. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, boli mnie nawet to, że patrzę na ciebie. - po tych słowach uśmiechnął się do mnie drwiąco.
- Ja ci mówię, że niedługo zmienisz zdanie. - puścił do mnie oczko i poszedł w stronę swojej sypialni. Stałam na środku salonu z bezradną miną. Nagle chciałam umrzeć. Usiadłam w kąt i oparłam głowę o ścianę. Po długich namysłach, moje powieki zrobiły się ciężkie i po kilku minutach zasnęłam. Śniłam o tym, że nigdy nie poszłam do tego zasranego parku i nie spotkałam Louis'a. Piękny sen.
Rzodiał 2
Następnego dnia
Wstałam jakoś wcześniej, bez pomocy mojego budzika. Tak jak zawsze poszłam wziąć prysznic, ale nie za długo, bo nie było dość ciepłej wody, ale w letniej też było ok. Wyszłam spod prysznica i poszłam do pokoju.Ubrałam się w: ZESTAW Poszłam do łazienki się uczesać, ale gdy stanęłam na przeciwko lustra zamurowało mnie. Wielka malinka na szyi. No pięknie.. a zapomniałam o tym.. tym seksownym chłopaku, którego cholernie się bałam, ale nie zamierzałam się z nim spotykać. Co miało oznaczać stwierdzenie, że jestem JEGO. Nie jestem niczyją własnością, mam nadzieję, że go już nigdy nie zobaczę.Uczesałam się i zakryłam włosami moją szyję tak żeby ciocia nie zauważyła. Wzięłam torbę i zbiegłam na dół. Mojej cioci nie było w domu, zostawiła mi karteczkę:
" Cloe, będę jutro rano.. sprawy biznesowe, zrób zakupy xx ". Sama zrobię śniadanie. Była godzina 6.59 czyli mam dużo czasu. Zrobiłam dwie kanapki i herbatę. Szybko zjadłam. Zakluczyłam dom i szłam w kierunku szkoły. Kiedy już do niej doszłam, moją uwagę przykuła grupka chłopców paląca papierosy. Zauważyłam.. jak on tam.. Louis? Tak właśnie go zauważyłam, starałam się nie rzucać w oczy. Prawie weszłam do szkoły, ale poczułam czyjąś obecność za mną. No kurde!
- Znowu się widzimy maleńka - poczułam jak się i uśmiecha i odwróciłam się w jego stronę.
- Louis, tak? możesz mnie tak nie nazywać? - odepchnęłam go od siebie po czym on się lekko zaśmiał, tak że przeszły mnie ciarki na plecach.
- Pasuje to do ciebie - spojrzał na moją szyję, a ja momentalnie ją zakryłam włosami nie spuszczając z niego wzroku.
- Pierdol się - odwróciłam się i oddaliłam się od niego, ale złapał mnie za nadgarstek przysunął do siebie i przygwoździł do ściany.
- Nie uwolnisz się ode mnie, już nie długo będę sprawiał, że zaczniesz wołać moje imię - powiedział szepcząc i przygryzając płatek mojego ucha. Drżałam, ale nie zamierzałam się poddawać, żadnemu chłopakowi nie zaufam. A co to miało oznaczać, że zacznę krzyczeć jego imię? Niech się wali.
- Daj mi spokój - odepchnęłam go od siebie i weszłam wreszcie do szkoły kierując się na biologię. Szłam dość szybkim krokiem, byłam tym wszystkim nabuzowana i jedno o czym myślałam to tylko o Louis'ie. Nawet nie usłyszałam, że Danielle mnie woła. Powiedzieć jej, czy nie?
- Cloe! Czekaj! - dogoniła mnie i lekko dyszała.
- Dan.. przepraszam, zamyśliłam się.
- Z kim ty rozmawiałaś za drzwiami?
- Domyśl się, ugh..
- On?
- Tak.. powiem ci później, chodź teraz na biologię, bo będzie przypał jak się spóźnimy.
Lekcje ciągnęły się strasznie wolno. Został jeszcze lunch i angielski. Z Dan z miłą chęcią poszłyśmy na stołówkę nie tylko po to żeby coś zjeść, ale żeby posłuchać Liam'a. Jak zwykle śpiewał cudownie, szczerze to zazdrościłam mu talentu. Dan jak zwykle wgapiała się w niego, był przystojny. Szkoda, że Dan nie ma odwagi do niego zagadać.
- On jest taki cudoooowny... - powiedziała Dani rozmarzonym głosem.
- I właśnie idzie w naszą stronę - uśmiechnęłam się do niej.
- O matko! jak wyglądam?
- Jak zwykle ślicznie - powiedziałam chichocząc.
- Cześć dziewczyny - przysiadł się do nas Liam i uśmiechnął się do Dani.
- Cześć jestem Cloe, a to Danielle - przedstawiłam nas grzecznie.
- No ten.. tak.. to ja.. mów mi Dan - uśmiechnęła się nieśmiało, a on to zauważył.
- Ok Dan.. może chciałabyś iść ze mną na dyskotekę w tą sobotę? Jeśli Cloe ma ochotę to niech też idzie - uśmiechnął się. Dan ma takie szczęście.
- Ja chętnie pójdę - odparłam.
- Ok.. - powiedziała nieśmiało Dan, rumieniąc się
- Chodź odprowadzę cię na lekcję - uśmiechnął się, wstał i poszedł z Dan w stronę klasy. Ja po chwili też się ruszyłam. Lekcja minęła całe szczęście szybko. Po szkole musiałam iść zrobić zakupy tak jak mnie o to ciocia prosiła, ale zaraz.. Nie znam do końca tego miasta.. kurcze. Myślę, że poradzę sobie. Szłam cały czas prosto, a na podwórku zrobiło się zimniej niż było wcześniej. Szłam i szłam. Nie wiem gdzie się znajdowałam. Zabłądziłam. Nie było żadnego przechodnia, żeby zapytać się o drogę. Zaczęłam się wracać, ale jakaś nieznajoma mi twarz nie pozwoliła mi przejść.
- Panna nie boi się chodzić sama, takimi ulicami? - uśmiechnął się do mnie. Bałam się go, urodą nie grzeszył. Miał kilka kilogramów nadwagi, zielone oczy, blond włosy krótko ścięte i nos jak " kartofel ". Nie mój typ.- Umm przepraszam, że zakłóciłam spokój życiem na tej ulicy, ale tylko zabłądziłam.. mógłby pan mi powiedzieć, jak dotrzeć tu do jakiegoś sklepu?
- Chodź za mną - odwrócił się ode mnie i prowadził mnie wgłąb tej strasznej ulicy. Nagle znalazłam się przy jakimś bloku. Jedna, wielka melina.
- To raczej nie jest sklep... - powiedziałam drżącym głosem.
- Doprawdy? - przywarł do mnie swoim ciałem. Zaczęłam się wiercić. Ja to mam pecha.
- Pomocy!! czy ktoś mnie tu słyszy!!? - walnął mnie w twarz gdy krzyknęłam.
- Zamknij się głupia suko, nikt cię tu nie usłyszy, ta ulica, to jedno, wielkie zadupie - jego ręka wędrowała po moim udzie, a usta przygryzały skórkę mojej szyi. Druga dłonią zakrył mi usta żebym nie krzyczała. Z moich oczu zaczęły płynąć wielkie łzy. Czyli znowu miałam zostać zgwałcona? Nagle poczułam, że nie ma go obok. Otworzyłam szerzej oczy i zobaczyłam... Louis'a?
- Ty pierdolony dziwkarzu! - Louis okładał go pięściami po twarzy. Stałam i patrzyłam, aż nagle postanowiłam zareagować.
- Przestań Louis!! Zabijesz go! - podeszłam do niego i zaczęłam go odciągać. Louis po chwili wstał i ostatni raz kopnął go w żołądek.
- Masz szczęście skurwielu - powiedział oschle Louis w jego stronę, a leżący plunął krwią i zwinął się z bólu jeszcze bardziej. Louis wziął mnie za rękę i ciągnął za sobą.
- Mogłeś go zabić.. - powiedziałam cicho.
- Co ty tu robisz?! Wiesz, ile tu jest zboczeńców takich jak Alex?! - Alex.. tak ten koleś miał na imię.
- Jejku, przepraszam, że zabłądziłam! Jestem tu nowa kolego- powiedziałam z amerykańskim akcentem.
- Masz szczęście, że tędy przechodziłem. - jego ton uspokoił się i spojrzał na mnie jakby się... martwił?
- Dzięki, ale sama poradziłabym sobie - powiedziałam z wyższością.
- Właśnie zauważyłem - odpowiedział, a ja sprawdzałam godzinę w telefonie. 17.01. Nagle nie miałam telefonu już w rękach, bo trzymał go brunet i coś wstukiwał. Nagle zadzwonił jego telefon. Co on robi?
- Ok. Mam już twój numer maleńka - puścił do mnie oczko i byliśmy już niedaleko szkoły, czułam się bezpiecznie w jego towarzystwie, ale i tak cholernie się go bałam.
- Do zobaczenia kochanie - popatrzył na mnie tym swoim onieśmielającym spojrzeniem, a ja patrzyłam jak odchodzi. Boję się go.. Zaczęłam biec w stronę domu, po jakichś 10 minutach byłam już pod domem nieźle zdyszana. Czy już naprawdę nie zaznam spokoju? Weszłam do domu i opadłam na kanapę. Momentalnie zasnęłam śniąc o chłopaku z turkusowymi oczami.
Lou's POV
Szedłem w stronę mieszkania, zadowolony z siebie, że uratowałem Cloe i zdobyłem jej numer, choć ona była na mnie wkurwiona. I tak ją lubię, jest inna niż te wszystkie dziewczyny, które przeleciałem. Tak miałem ochotę ją pieprzyć, a może i coś więcej niż samo pieprzenie? W jej oczach było widać tą nieufność do ludzi.. bała się mnie i to mnie pociągało. Wszedłem do domu i z zamyśleń wyrwał mnie krzyk chłopaków.
- Louis! gdzieś ty był? patrz jaki mamy towar - powiedział już nieźle zjarany Hazz, uwielbiałem go tak jak Zayn'a i Niall'a, ale go chyba najbardziej. Był jak brat.
- A tu i ówdzie. - podszedłem do nich i usiadłem obok Niall'a.
- Jeszcze pytasz gdzie był.. Dziewczyna o imieniu Cole, ciebie porwała? Też jest taka łatwa jak inne. - powiedział Niall chichocząc.
- Nie.. ona nie jest taka. Postawiła mi się i to mnie kręci. Jeszcze ją przelecę. - powiedziałem rozmarzonym głosem. - No.. to pokażcie co wy tu macie. - Wziąłem od Zayn'a bucha i rozpływałem się mając przed sobą jeden obraz. Cloe.
Rozdiał 1
*PIP PIP PIP*
Zabrzmiał mój nieznośny budzik. To oznacza, że już muszę wstać. Mój pierwszy dzień w nowej szkole, pomyślałam, że głupio byłoby już pierwszego dnia się spóźnić. Była godzina 6.51. Leniwym ruchem wstałam z łóżka i powędrowałam w stronę łazienki. Spojrzałam w lustro
- Cloe.. jak ty wyglądasz.. - powiedziałam do siebie, zresztą to nie była nowość rano w moim wyglądzie. Zdjęłam z siebie piżamę i rzuciłam ją do kosza na pranie. Weszłam do prysznica i ciepła woda delikatnie pieściła moje nagie ciało. Uwielbiałam poranne prysznice. Nic tak bardziej nie orzeźwia jak to. Po 10 minutach wyszłam i założyłam TO Zrobiłam lekki makijaż i byłam gotowa do wyjścia. Zeszłam na dół i ciepłym uśmiechem przywitała mnie moja ciocia. Tak mieszkam z ciocią, bo moja matka miała mnie gdzieś. Zawsze szukała rozrywki. Każdego wieczora do domu przyprowadzała innego faceta i zabawiała się z nim w swojej sypialni. Raz ją przyłapałam na tym i dostałam mocno w twarz. Ciocia nie chciała żebym więcej cierpiała, więc przeprowadziłam się z nią do Anglii.
- Dzień dobry Cloe - uśmiechnęła się do mnie. Uwielbiałam moją ciocię, była przeciwieństwem mojej mamy, gdyż były siostrami.
- Cześć ciociu - również odwzajemniłam uśmiech. - Ja już będę lecieć, nie chcę się spóźnić pierwszego dnia w szkole.
- Nic nie zjesz? weź przynajmniej kanapkę zjedz
- Nie ciociu, nie jestem głodna - wzięłam z koszyka jabłko i wyszłam. Było dość chłodno i zapowiadało się na deszcz. Jak mówiłam tak było. Założyłam na głowę kaptur i szłam szybkim krokiem. Do szkoły doszłam w ciągu 15 min. Spojrzałam na plan lekcji. Pierwszy był angielski, sala 213. Wolnym krokiem poszłam pod sale. Gdy już byłam na miejscu zadzwonił dzwonek i do klasy wszedł nauczyciel, ja weszłam równo z nim. Wygląda na to, że to mój wychowawca. Stałam na środku klasy i nie wiedziałam co mam robić.
- Dzieci przywitajcie waszą nową koleżankę, przyleciała tu prosto z Ameryki. Jak się nie mylę panna Cloe Grey, tak? - zapytał uprzejmie, przez co odpowiedziałam tak samo
- Tak, gdzie mogę usiąść? - zapytałam
- Obok Danielle - wskazał na dziewczynę z burzą loków na głowie, a ona uśmiechnęła się do mnie.
- Dobrze - podeszłam do jej ławki i usiadłam - cześć, Cloe jestem - uśmiechnęłam się
- Danielle, masz może ochotę zwiedzić tą szkołę? Z chęcią cię oprowadzę.
- Ok.
Lekcja minęła dość szybko i ciekawie, gdy zadzwonił dzwonek ruszyłam z Danielle z miejsc i wyszłyśmy z klasy. Pokazała mi każde piętro i każdą klasę, szkoła na zewnątrz nie wydawała się wielka, ale miała dużo sal i szczerze mówiąc zmęczyłam się tym chodzeniem z góry na dół. Nadeszła pora lunchu. Ja z Danielle ruszyłyśmy w stronę stołówki. Byłam strasznie głodna, jednak mogłam posłuchać cioci. Usiadłyśmy z Danielle niedaleko sceny przygotowanej przez nauczyciela muzyki. Danielle mówiła, że na niej każdy może śpiewać to na co ma zawsze ochotę. Mnie niestety nie obdarzono talentem muzycznym. Nagle na scenę wszedł brunet z brązowymi oczami. Słodki był, jedno na co czekałam, to żeby zaśpiewał. Danielle wpatrywała się w niego jak w obrazek. Nie reagowała na żadne moje szturchnięcie, aż ją uszczypnęłam.
-Ałć! Co ja zrobiłam? - spojrzała się na mnie.
- Podoba ci się?
- Kto?
- No ten brunet? - stwierdziłam, a zabrzmiało to raczej jak pytanie.
- Liam? no.. nie.. może, trochę? ale nie mów nikomu! - powiedziała błagalnym głosem na co ja tylko się zaśmiałam
- Nikomu nie powiem, obiecuję, ale sama mu to powiedz - puściłam do niej oczko.
- No coś ty.. nie jestem w jego typie..
- Jak nie spróbujesz to się nie dowiesz
- No dobrze, ale nie teraz, a teraz ciii, zaczyna śpiewać! - pisnęła z wrażenia, a ja wsłuchiwałam się w jego piękny, dojrzały głos.
Po lunchu wyszłam z Danielle ze szkoły, zaproponowałam jej żeby poszła do mnie, oczywiście się zgodziła. To nie był głupi pomysł, akurat będziemy same w domu, bo moja ciocia wyszła do pracy i wróci późnym wieczorem. Szłyśmy wolno i rozmawiałyśmy o różnych rzeczach. Po chwili spojrzałyśmy w stronę parku, ponieważ usłyszałyśmy jakieś krzyki.
- Ja tam raczej nie zamierzam iść - powiedziała Dan.
- Chodź, bo może się coś komuś stało! - pociągnęłam ją za rękę i podeszłyśmy do grupki okrążającej chłopaka, który leżał na ziemi i.. konał z bólu?
- Jeśli jeszcze raz nie oddasz tego pieprzonego długu to jesteś martwy, to było ostatnie ostrzeżenie! - krzyknął brunet z niebieskimi oczami, po czym kopnął rannego w żołądek, a ten się skręcił z bólu. Jego przyjaciele byli dość do niego podobni. Tatuaże. Ja z Dan się wycofałyśmy, ale niestety usłyszeli nas, bo nadepnęłam na gałąź - Kurcze - powiedziałam pod nosem.
- No proszę, proszę, kogo my tu mamy, dwie śliczne brunetki - powiedział brunet, który wydawał się cholernie sexowny. Jego sfora nas okrążyła.
- Czego od nas chcecie? - powiedziałam drżącym głosem, ale starałam się to ukryć, widocznie nie wyszło mi to za bardzo.
- My? po prostu spodobałaś mi się ślicznotko - podszedł do mnie i złapał mnie za podbródek zmuszając żebym na niego spojrzała. Miał piękne turkusowe oczy i lekki zarost, a na głowie miał czapkę. Jego koledzy zaczęli cicho chichotać.
- Emm możesz mnie puścić? - powiedziałam oschle.
- Jak masz na imię?
- Chuj ci to wiedzieć?
- Mmm ostra, lubię takie - uśmiechnął się drwiąco a ja walnęłam go w twarz. Jego koledzy zrobili wielkie " uuuu"
- No, no Louis, dziewczyna cię pobiła - powiedział chłopak z ciemną karnacją.
- Chłopcy, odjedźcie i zabierzcie na moment lokowatą, muszę załatwić z nią kilka spraw - spojrzał na mnie, a chłopaki zrobili tak jak kazał i zabrali Dan. Kim on do chuja był, że tak ich traktował?
- Zostawcie Dani! - krzyknęłam.
- Dziewczynko, uspokój się zaraz, ona do ciebie wróci - uśmiechnął ukazując rząd białych zębów. No.. i zostałam z nim sama, ugh..
- A więc, powiedz mi grzecznie jak masz na imię.
- Nie.
- Dobrze, sama tego chciałaś - przygwoździł mnie do pobliskiego drzewa i swoimi ciepłymi ustami jeździł po mojej szyi, robiąc mi malinkę. Nie ruszałam się nawet, byłam sparaliżowana jego dotykiem. Kiedy skończył mnie "naznaczać" pocałował mnie w zaczerwienienie na skórze.
- Gotowe. A teraz mów jak masz na imię.
- Kurwa.. - złapałam się za miejsce, w którym miałam malinkę.
- Czyżby? nie wydaję mi się, żebyś miała tak na imię - stwierdził i patrzył na mnie onieśmielając mnie.
- Cloe.. co to ma być?! - krzyknęłam mu prosto w twarz.
- Od dziś maleńka jesteś moja. - MALEŃKA, znowu powracały wspomnienia z przed kilku lat..
- Haha.. nie rozśmieszaj mnie, nie jestem niczyją własnością, a twoją tym bardziej.
- Mów sobie tak dalej, widzimy się niebawem - puścił mi oczko i odszedł. Sparaliżowana, patrzyłam na niego jak odchodził. Po chwili przybiegła do mnie Danielle.
- Co on ci zrobił?! - krzyknęła dziewczyna, patrząc na moją szyję.
- Danielle... powiem ci, że jestem od teraz w czarnej dupie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)